Month: Sierpień 2014 (page 1 of 2)

BO PRZEDSZKOLE FAJNE JEST

CZYLI MAMIE CUKIERECZKA KAMIEŃ SPADA Z SERCA

Pisałam ostatnio o tym, jak bardzo się boję jak to będzie w przedszkolu wobec nowej sytuacji, w której teraz jesteśmy. Fakt, że Panie Wychowawczynie doskonale znają Jasia bo chodził już tam dwa lata i jest zresztą przez nie bardzo lubiany, ale jednak bałam się jakie będzie ich podejście do choroby i do nowych obowiązków, które spadną na nie.

W piątek uczestniczyliśmy w zebraniu Rady Pedagogicznej w przedszkolu. Wybraliśmy się całą Cukierkową Rodziną, bo po pierwsze chciałam, żeby Panie zobaczyły, że Jasiek, mimo choroby, to wciąż ten sam żywy chłopak, a po drugie Franek też zaczyna edukację w tym przedszkolu więc się przy okazji zaznajomi z miejscem no i oczywiście wybierze sobie znaczek w szatni (kluczowa sprawa w oczach przedszkolaka :)).

Przed spotkaniem denerwowałam się bardzo, zasięgałam opinii innych Rodziców Cukiereczków by dowiedzieć się jak najlepiej zacząć, co powiedzieć, a czego nie i jak spowodować, by Panie poczuły powagę sytuacji, ale jednocześnie nie poczuły się przerażone taką odpowiedzialnością.

Na szczęście Pani Dyrektor stanęła na wysokości zadania i już na początku jasne było, że wszystkie nauczycielki są wdrożone w temat; wiedzą o co chodzi, akceptują fakt, że WSZYSTKIE będą musiały zwracać baczniejszą uwagę na Cukiereczka i jego zachowanie i nie robiły z tym najmniejszego problemu.

Najbardziej przejęte oczywiście są dwie wychowawczynie Cukiereczka, których dotyka to najbardziej bezpośrednio, jednak i one stanęły na wysokości zadania – obydwie wnikliwie słuchały naszego mini szkolenia, od razu ustaliły, że grupa Smoczków (czyli grupa Jasia) będzie w takim razie zawsze jadła o sztywnych godzinach, pytały o wszystko i skrzętnie notowały. Numery naszych telefonów (mama i Tata Cukiereczka oraz Babcia Irenka) są już „wbite” w telefony komórkowe wszystkich wychowawczyń, plecak Cukiereczka z całym oprzyrządowaniem już jest gotowy, a glukagen będzie w lodówce, choć oczywiście wszyscy mamy nadzieję, że nie będzie musiał być używany.

1-WP_20140821_002

Cukiereczek zrobił też pokaz swojej samodzielności – a mianowicie pokazał, że w zakresie mierzenia cukru jest kompletnie samoobsługowy – wie w jaki sposób zmierzyć sobie cukier od A do Z. Wyciągnąć zestaw, przygotować, zmierzyć, schować, a czasem nawet i zapisać wynik (choć tutaj już czasem potrzebuje pomocy, bo niekoniecznie da się odczytać te cyfry, które on zanotuje w swoim dzienniczku :)) Widać było, że Panie są pod wrażeniem tego, że 5 letnie dziecko potrafi to zrobić doskonale.

Pani Dyrektor zadbała również o to, byśmy porozmawiali z całym personelem kuchni i wdrożyli ich w temat, co Jaś może, a czego nie (słodka herbata i słodzony kompot na przykład). Jadłospis przedszkolny dostajemy z dwutygodniowym wyprzedzeniem i modyfikujemy go w zależności od potrzeby, a w zasadzie to głównie określamy gramaturę posiłków zawierających węglowodany. W poniedziałek zanosimy do kuchni wagę, za co zresztą Pani Dyrektor nas bardzo przepraszała, bo w przedszkolu nie mają wagi wyliczającej co do grama.

Wciąż oczywiście bardzo dużo jest po naszej stronie. Odprowadzając Cukiereczka i jego brata do przedszkola idziemy tak, by podać Cukiereczkowi insulinę i by zaraz potem zjadł śniadanie już w przedszkolu. O 11. 15 musimy się zjawić z powrotem na mierzenie cukru i tak samo w okolicach 14.15. Na razie (na szczęście) udało nam się tak zorganizować dzień Cukiereczka i ustawić dawki insulin długo i krótkodziałających, że Jaś nie musi brać insuliny do drugiego śniadania i obiadu. Oczywiście wiadomo, że to się może wszystko zmienić. Na razie nie oczekujemy, by Panie wychowawczynie brały też na siebie kontrolowanie/pilnowanie Jasia podczas mierzenia cukru. Wiemy, że to jest dla nich nowa sytuacja i muszą się z nią obeznać tak samo jak my to robiliśmy. Mam nadzieję, że po dwóch miesiącach zobaczą, że nie jest to takie trudne i będą mogły to same kontrolować.

Na razie jednak ogłaszamy, że Przedszkole Samorządowe nr 124 w Krakowie (tzw. Dębinka) jest przedszkolem przyjaznym dzieciom z cukrzycą. Podajcie dalej tę informację!

 

MAMA CUKIERECZKA PŁACZE

CZYLI JAK MAMA CUKIERECZKA KANALIZUJE STRES

 

Przyznam się Wam – dziś się po prostu poryczałam. Ze stresu, z napięcia, z niepewności.

Cukiereczek, jak zapewne tysiące innych Cukiereczków, 1 września idzie ponownie do przedszkola. Nie pierwszy raz – to już jego trzeci rok w przedszkolu. Ale pierwszy z cukrzycą.

Nie mieliśmy jeszcze okazji, żeby porozmawiać z Paniami wychowawczyniami; dziś jest rada pedagogiczna i udajemy się tam, by zrobić kadrze mini szkolenie, powiedzieć o jadłospisie, sprawdzić czy da się jakkolwiek zmodyfikować godziny posiłków i przestrzec.

Boję się cholernie tego spotkania – boję się braku zrozumienia lub przeciwnie – zbyt dużego pobłażania i lekceważenia zagadnienia. Ani jedno ani drugie podejście nie jest dobre.

Większość osób dorosłych, jak już się zdołałam zorientować, nie ma zielonego pojęcia czym jest cukrzyca typu 1 – wszyscy mylą ją z cukrzyca typu 2 i mają podejście, że „przecież jak zje jednego pączka to się mu nic nie stanie”, lub nie do końca zwracają uwagę na to, że Mały Cukiereczek – Przedszkolak może w stan hipo wpaść bardzo szybko. A Pani Wychowawczyni, oprócz Cukiereczka, ma przecież jeszcze dwudziestkę dzieci po opieką.

Jaś na dodatek jest na penach, a nie na pompie, więc ma sztywno wyliczone godziny posiłków, węglowodany w posiłkach itp. Jak sprawdzić czy panie Kucharki zważą mu określoną ilość? Jak sprawdzić czy przypadkiem Pani dyżurująca (i akurat nie wychowawczyni Jasia) nie da mu dokładki sosu truskawkowego do kluch na parze (danie zawierające chyba ze trzy miliony wymienników) bo zapomniała, że mu nie wolno?

Jak przekonać, że w przypadku (tfu tfu) utraty przytomności podanie glukagenu nie jest tym samym, co podanie lekarstwa (bo już Panie zastrzegły, że żadnego lekarstwa nie podadzą) lecz ratowaniem życia???

Pytania, pytania, pytania

I niepewność

Cały wczorajszy dzień tak miałam. Poryczałam się więc a potem skanalizowałam stres zamiatając całe mieszkanie. . Tata Cukiereczka już wie, że jak widzi mnie zamiatającą to trzeba biec z uściskami i pocieszeniem, bo to nie potrzeba czystego mieszkania pcha mnie w objęcia szczotki. Zamiatanie pomaga. Ale nie daje odpowiedzi na moje pytania.

Dziś spotkanie w przedszkolu to wszystkiego się dowiemy

Rodzice Cukiereczków – ratujcie. Jak sobie z tym radzicie? Co polecacie? Jak działać w stosunku do Pań i przedszkola?

MAMA CUKIERECZKA STAJE SIĘ PANIĄ SWOJEGO CZASU

CZYLI JAKICH ODKRYĆ DOKONAŁAM OSTATNIO

 

Mama Cukiereczka zawsze była dobrze zorganizowaną osobą. Jest to cecha osób praktycznych, a jak już wiecie – ja do takich należę.

Zawsze wszystko miałam na czas (no dobrze – może nie zawsze i nie wszystko, ale na pewno bardzo często i bardzo dużo :)), spóźnienia w swoim życiu mogę policzyć na palcach JEDNEJ ręki, a pracę, którą mam do zrealizowania oddaję terminowo i w bardzo dobrej jakości (jeśli w tym momencie myślicie, że Mama Cukiereczka skromnością nie grzeszy to macie rację :) – długie lata pracowałam nad tym, by umieć się chwalić i w końcu powoli, bardzo powoli zbieram tego owoce!)

Ale tak naprawdę dopiero choroba Cukiereczka uświadomiła mi jak faktycznie jestem zorganizowana. Doszło do tego, że po diagnozie czasem sobie w duchu myślałam, że w sumie to dobrze, że padło na mnie bo ja sobie z tym poradzę – raczej nie mam problemów ze sztywnymi planami dnia, z regułami, z harmonogramami i tym, że coś (czyli posiłek i insulina :)) muszą się zadziać o określonej godzinie.

Oczywiście jeszcze nie wiem jak do tego podchodzi Cukiereczek, bo jeszcze jest za mały żeby sprawdzić jego tendencje w tym obszarze, w każdym bądź razie dla mnie, nie jest to to coś nad czym załamuję ręce.

Takie myśli zbiegły się też z uświadomieniem sobie, że przecież ja od ponad 8 lat prowadzę szkolenia z zarządzania czasem! Szkolenia dla pracowników dużych korporacji – specjalistów, menedżerów, dyrektorów średniego i wysokiego szczebla.

Jednocześnie będąc za pan brat z teorią dotyczącą zarządzania czasem widzę, że coś zgrzyta. Mama Cukiereczka rzadko bowiem stosuje jakieś określone techniki czy metody zarządzania czasem (a znam ich bardzo dużo), a jednak osiągam bardzo dobre efekty (i znów ten brak skromności).
Skąd to się bierze? Myślę, że stąd, że stosuję tak zwane Kobiece zarządzanie czasem, czyli tradycyjne metody i techniki owszem ale podporządkowane kobiecej intuicji, uczuciom i emocjom, których doświadczam w danym momencie.

Jeśli chcecie poczytać co Mama Cukiereczka czyli Pani Swojego Czasu sądzi na temat kobiecego zarządzania czasem to zapraszam na stronę: www.paniswojegoczasu.pl

A przy okazji napiszcie jak to jest u Was z organizacją czasu? Czy macie to we krwi i nie jest to dla Was żaden problem, czy też musicie się trochę postarać, by się zorganizować?

Cukiereczek poznaje co to czas

CZYLI TATA CUKIERECZKA BIERZE SIĘ ZA EDUKACJĘ

Dziś przypomniała mi się sytuacja z dawien dawna, gdy Cukiereczek miał zaledwie kilkanaście miesięcy i nie był jeszcze Cukiereczkiem, nie miał brata, a Rodzina mieszkała na 34 metrach kwadratowych. Tata Cukiereczka od zawsze był Tatą współuczestniczącym w wychowaniu, choć oczywiście robi to zupełnie inaczej niż Mama Cukiereczka. Różnica polegała na tym, że jak Mama Cukiereczka zostawała sam na sam dzieckiem, to później relację Tacie zdawała mniej więcej w ten sposób:

„bawiliśmy się,…śmialiśmy się… itp.”

Tata Cukiereczka natomiast relację zaczynał od słów:

„dzisiaj nauczyliśmy się…”

Dzisiaj rano te różnice stanęły mi przed oczami jak żywe.

W naszej Cukierkowej Rodzinie mamy swoją słodką, stabilną rutynę. Tata Cukiereczka robi pyszne śniadanie, a Mama Cukiereczka w tym czasie odsypia zarwaną noc (praca, praca, praca).

Dziś Mama Cukiereczka wstała i zobaczyła na tablicy tajemnicze znaki.

1-WP_20140825_006

Po śniadaniu Cukiereczek wyjaśniał, że Tata uczył go rano „o czasie”. No tak można się było tego spodziewać – wczoraj nastąpiło pierwsze wtajemniczenie Cukiereczka polegające na zakupieniu zegarka z jak najprostszym i najwyraźniejszym cyferblatem. Franek oczywiście zaczął swoje „ja też, ja też” i teraz obaj są dumnymi posiadaczami zegarków marki „Decathlon” :)

1-WP_20140825_008

Jak wiecie od 1 września Cukiereczek kontynuuje swoją edukację przedszkolną (oddział zerówkowy w przedszkolu) a brat Cukiereczka ją rozpoczyna. W związku z tym alarm w zegarku jest potrzebny, by przypominał mu o zmierzeniu cukru. Oczywiście jest to tylko jedno z zabezpieczeń, są jeszcze inne (szczerze mówiąc bardziej pewne w tym momencie) jak Panie Wychowawczynie (duże litery to nie przypadek) czy też po prostu Rodzice Cukiereczka wpadający do przedszkola.

Ale wracając do edukacji oddaję głos Cukiereczkowi, by powiedział Wam co zapamiętał:

1-WP_20140825_003

Dzień ma 24 godziny. Każda godzina ma milion minut. Rano wstaje słoneczko, potem wstaję ja, potem jem śniadanie, potem jem owsiankę, potem jest zabawa, a potem jest czas na spanie, potem wstaje księżyc i jest noc”

 

A jak Wasze dzieci stoją z czasem? W jakim wieku umiały się posługiwać zegarkiem? Dajcie znać!

Tatuś Cukiereczka wrócił z daleka

CZYLI ZNOWU JEST DOBRZE

W piątek w nocy wrócił z wojaży Tatuś Cukiereczka. Wyczekany, wytęskniony i oczywiście z prezentami. I to jakimi! Ręka w górę kto z Was zna bajkę Robocar, która jest bajką koreańską, ale na you tube znajdziecie ją tylko w wersji koreańskiej, francuskiej lub rosyjskiej. Cukiereczek i jego brat najbardziej upodobali sobie wersję rosyjską :)

Bajka ta jest czymś w rodzaju pokojowej odmiany różnego rodzaju samochodo-robotów Lego Monsters (czy jak to się tam nazywa – nie mamy w domu tego bo brzydkie i epatuje przemocą – ach jaki mądry zwrot). Robo-cary są cztery: radiowóz, karetka pogotowia, wóz strażacki i helikopter. Wszystkie pełnią swoje normalne funkcje, ale potrafią też się tak rozkładać, żeby mieć nogi, ręce itp.

1-WP_20140823_012

Ponieważ Tata Cukiereczka był w Korei a bajka jest koreańska to wniosek był jeden – przywiezie robocary. Jak powiedział tak zrobił i od teraz mały policjant i mały helikopetr dzielnie z Cukiereczkiem i jego bratem śpią, jedzą, chodzą na wycieczki (co oznacza, że do plecaka Jasia z całym arsenałem cukrzyka dochodzi jeszcze ta zabawka).

Inny aspekt powrotu Taty Cukiereczka jest taki, że znowu zaczęliśmy jeść bardziej urozmaicone posiłki. Czytaliście już co nieco o Mamie Cukiereczka i wiecie, że Matką Polką to ja nie jestem. Tata Cukiereczka uwielbia natomiast kombinować w kuchni i podawać tak by było smacznie i zdrowo i na dodatek pięknie wyglądało.

Dziś jedliśmy na przykład bibimpap czyli ryż z warzywami, zieleniną i sadzonym jajkiem, co było pyszne, choć Cukiereczek i jego brat zupełnie nie docenili wysiłku Taty i zjedli sam ryż z jajkiem. Cóż – jak zwykle więcej dla nas.

1-V__8DA4

Ponadto Tata Cukiereczka przywiózł takie ciekawe rzeczy jak: kimchi (kiszoną kapustę – strasznie śmierdzącą), wino ryżowe – musujące, fermentujące wygląda jak bardzo chude mleko choć smakuje zupełnie inaczej, super ostrą pastę papryczną, której w domu nikt oprócz Taty Cukiereczka nie jest w stanie zjeść.

1-WP_20140823_016

Z gadżetów niejadalnych została przywieziona torba konferencyjna, która pokazuje, że do sprawy gender Koreańczycy podchodzą bardzo liberalnie. Dałabym sobie bowiem rękę obciąć, że torba ta jest w 200% damska, a tymczasem okazuje się, że jest ona uniwersalne i mężczyźni również na konferencjach z nią paradują. Być może działa tak połączenie Korei z matematyką (i już wiecie czym zawodowo zajmuje się Tata Cukiereczka :)

 

Mama Cukiereczka mocno stąpa po ziemi

CZYLI DLACZEGO NIE MAM SWOICH ULUBIONYCH CYTATÓW

Kto zna Mamę Cukiereczka ten wie, że jest ona osobą praktyczną, bardzo mocno stąpającą po ziemi. Mama Cukiereczka nie nosi nawet obcasów właśnie dlatego, żeby stać stabilnie i mocno na tym, co ma się tu i teraz a nie bujać w chmurach.

Mama Cukiereczka jest też osobą słowną i bardzo obowiązkową – jeśli się do czegoś zobowiążę to to zrobię, choćby się paliło i waliło. Inaczej jest mi wstyd.

Skoro więc zobowiązałam się wziąć udział w wyzwaniu blogowym to je kontynuuję choć dzisiejszy temat – ulubione cytaty – wzbudza we mnie odruch ucieczki . Jak osoba praktyczna i realistka może się zastanawiać nad cytatami? Czymś, co ktoś powiedział i poszło w świat, choć zupełnie nie wiadomo czy się do tego stosował, czy to działa, czy to na sens?

Cytaty są z reguły bardzo piękne i wysublimowane. Okrągłe i napisanie politycznie poprawnym językiem. Są jak horoskopy – pasują zawsze i do każdego.

Nie chcę mieć takiego ulubionego cytatu i nie mam.

No ale jakże to tak żyć w dzisiejszym świecie bez swojego motto? Spokojnie – da się. Ja tak żyję i jest mi dobrze.

Mam za to swoje ulubione powiedzenie, które zasłyszałam w czasach, gdy próbowałam swoich sił we wspinaczce skałkowej. Dzielnie jeździłam z moim wtedy jeszcze nie-mężem i nie-Tatą Cukiereczka (to był oczywiście ten sam Mężczyzna co teraz tylko jeszcze nie wiedział, że kiedyś będzie Tatą Cukiereczka) na skały, nocowałam na tzw. „patelni” (ręka w górę kto wie co to jest) i obracałam się w cudownym gronie osób, dla których najważniejszy był fakt czy droga poszła z OS-a czy też nie :) (wiem – dzisiaj wciąż zagadkami strzelam).

Otóż to, co zapamiętałam z tych czasów to mega ciasne buty wspinaczkowe na nogach i powiedzenie, które zna każdy wspinacz:

„ogień z d… i do przodu”

Jakże dosłowne, praktycznie i niepoprawne politycznie!

Idealne dla Mamy Cukiereczka, która w chwilach zwątpienia zastanawia się jak sobie poradzić z tym wszystkim – z chorobą Cukiereczka, ze swoją pracą polegającą na ciągłych wyjazdach, z blogiem, który powstaje w bólach.

Ogień Mamo Cukiereczka. Ogień. I do przodu!

 

A Was co popycha do przodu w trudnych chwilach? Napiszcie proszę

Mount Everest

CZYLI DLACZEGO MAMA CUKIERECZKA NIE LUBI PYTAŃ O MIEJSCE W ŻYCIU ZA 5 LAT.

Mount Everest

Na zdjęciu widzicie Mamę Cukiereczka w jej latach świetności (i młodości) na tle M. Everestu,

Zastanawiacie się pewnie co ma Mount Everest z tematem wyzwania blogowego, w którym biorę udział,  czyli z pytaniem gdzie będę w życiu za 5 lat.

Otóż jest to pytanie, którego serdecznie nie znoszę; kiedyś (zanim założyłam własną firmę) byłam mistrzynią w chodzeniu na rozmowy rekrutacyjne. Ale osoby prowadzące te rozmowy mistrzami nie były. I gdy po raz setny słyszałam pytania – „a co chciałaby Pani robić za 5 lat” dostawałam gęsiej skórki i nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać :)

W końcu na jednej z takich rozmów na to pytanie odpowiedziałam: „chciałabym wejść na Mount Everest.” Pani rozmawiającej ze mną lekko opadła szczęka, bo oczywiście takiej odpowiedzi się nie spodziewała.

Dla ciekawskich: na Mount Everest nie weszłam – doszłam tylko do bazy pod nim (około 5 tysięcy metrów npm.)

A wracając do pytania „Gdzie chciałabym być w życiu za 5 lat”? Odpowiem krótko – mniej więcej tu gdzie teraz. Jestem szczęśliwą żoną i matką. Mam fantastycznego męża, który mnie wspiera na każdym kroku, choć czasem bardzo po cichu

1-DSC00365

Mam cudowne, nadaktywne i roześmiane, zdrowe dzieci (o ile zdrowym można nazwać Cukiereczka, którego choroba jest nieuleczalna).

10-WP_20140807_039

Mam swoje życie zawodowe, które ciągle się rozwija i które kocham.

Mam przyjaciół, którzy odbiorą telefon nawet jak zadzwonię w środku nocy

Mam rodzinę, na którą mogę liczyć.

Czegóż chcieć więcej? Za 5 lat chcę mieć to samo!

Jestem Mamą Cukiereczka. Za 5 lat też nią będę

 

A Ty – wiesz w jakim miejscu będziesz i co będziesz robić za 5 lat?

Lista rzeczy do zrobienia do końca tego miesiąca

CZYLI DLACZEGO NIE BĘDZIE DO KOŃCA POWAŻNIE

 wyzwanie_blogowe_ula_phelep

Początkowo myślałam, że będę się na początku tłumaczyć dlaczego w ogóle biorę udział w wyzwaniu blogowym. I że będę się tłumaczyć z tego, że chcę mieć więcej czytelników. I jeszcze, że będę musiała wyjaśniać dlaczego blog, który pisałam dla własnej autoterapii, nagle zaczęłam promować i udostępniać, choć przecież traktuje on o najbardziej prywatnych sprawach, bo o naszym rodzinnym życiu.

Ale potem pomyślałam – o nie! Żadnych tłumaczeń – chcę i już. Chcę mieć więcej czytelników. Chcę pisać dla większej ilości Rodziców Cukiereczków, by nie czuli się samotni. Chcę pisać dla większej ilości Rodziców Nie – Cukiereczków by wiedzieli z czym my się borykamy. I chcę pisać dla wszystkich Nie – Rodziców, by wiedzieli dlaczego nagle dostałam świra i zostałam Mamą Cukiereczka, która tylko o Cukiereczku i o niczym więcej.

Otóż nieprawda, że o niczym więcej. Nasze życie jest z cukrzycą, ale nasze życie to nie cukrzyca.

Więc do końca miesiąca Mama Cukiereczka ma do zrobienia następujące rzeczy:

1. Zaśmiać się serdecznie i tak prosto z przepony chociaż raz dziennie

Aleksandra Budzyńska2. Zagonić Cukiereczka i jego brata do uporządkowania tego bałaganu, który wczoraj zrobili

Lomogram_2014-08-17_02-30-21-PM

3. Wymyślić nazwę na bloga, który zamierzam zacząć pisać (a jakże!) związanego z zarządzaniem czasem (z wielką chęcią przyjmę wszystkie propozycje:) )

4. Stworzyć stronę internetową dla wyżej wymienionego bloga (na wordpresie oczywiście – uwielbiam to robić)

5. Pojechać do Warszawy na spotkanie z Klientem w celu omówienia Ogromnie Ważnego Projektu związanego z zarządzaniem

6. Kupić w końcu książkę o cukrzycy typu 1 i zacząć się systematycznie dokształcać (książka ma paskudną okładkę, ale jest ponoć bardzo dobra)

cukrzyca_typu1_książka

7. Wziąć udział w dwóch kursach na Coursera.org (polecam!!!) „Learning to teach online” i „Digital storytelling”

8. Spotkać się z dawno niewidzianą koleżanką na dawno nie zrealizowane ploty

9. Napisać cotygodniowy newsletter do Szkoły Guwernantek

10. Stworzyć film pokazujący Guwernantki w naszej Agencji Guwernantek

11. Przeszkolić Panie wychowawczynie z przedszkola Cukiereczka w zakresie jego choroby

12. Przygotować mentalnie brata Cukiereczka Frania na pójście do przedszkola

1-WP_20140720_006

 

13. Gorąco powitać Tatę Cukiereczka w domu po długim (za długim) pobycie w Korei

14. Westchnąć głęboko, że to już koniec wakacji

15. Uśmiechnąć się szeroko od ucha do ucha

A co Wy macie do zrobienia do końca tego miesiąca?

 

Wielkie kłótnie w rodzinie

CZYLI CZEGO CUKIERECZEK I JEGO BRAT ZAZDROSZCZĄ SOBIE WZAJEMNIE

Cukiereczek i jego brat

Dzisiejszy poranek zmobilizował mnie do tego by napisać o kłótniach i zazdrości. Na szczęście jeszcze nie o bijatykach.

Otóż nie da się ukryć, że dzieci lubią gadżety. Lubią je mieć na własność; tylko i wyłącznie swoje. W rodzinach, gdzie jest co najmniej dwójka dzieci, bardzo trudno znaleźć jakieś zabawki/gadżety, które są tylko i wyłącznie jednego dziecka. Z reguły występuje jakaś forma dzielenia się.

Jednak w naszej Cukierkowej Rodzinie jest zupełnie inaczej – Cukiereczek ma swój zestaw gadżetów. Jego i tylko jego. Nikt go nie pożyczy, nikt go nie będzie używał oprócz niego. Czyż to nie wspaniale? Dla Cukiereczka tak, ale brata Cukiereczka – 2,5 letniego Franka, taka sytuacja czasem doprowadza do furii, bo on też chciałby mieć swój zestaw. Nie klocków, nie samochodów czy książek, ale swój zestaw igieł, penów, lancetów a nawet glukagenu (choć tu nigdy nie wiadomo bo brat Cukiereczka często myli glukagen z glukometrem).

W związku z tym mierzenie cukru wygląda tak:

Cukiereczek mierzy cukier

Jas mierzy, a Franek wisi nad nim jak sęp i bardzo uczynnie podaje – opakowanie pasków, nakłuwacz, glukometr, watkę. Potem jest walka o to, kto otworzy futerał z penem (czasem udaje się wygrać Franiowi, ale robi to niemiłosiernie wolno). Następnie ma miejsce ulubiona czynność Cukiereczka czyli nakręcanie igieł na pena i Franek aż się do niej wyrywa (!), choć jak na razie dostąpił tylko zaszczytu zerwania papierka z igły (wszystkich Rodziców Nie – Cukiereczków przerażonych tym, że daje się dzieciom bawić igłami , informuję, że igły te są całkiem dobrze zabezpieczone przed ukłuciem się – oczywiście zanim są na penie – jak wyglądają możecie zobaczyć poniżej).

igły do pena

No i koniec końców jedna czynność, w której Franek uczestniczyć nie może czyli wstrzykiwanie insuliny. Pozostaje bierna obserwacja:( , którą Franek rekompensuje sobie kurczowym trzymaniem opakowania pasków i szeptem: „Ja pilnuję paska

A jak zazdrość w Waszych Rodzinach? O co się kłócą Wasze dzieci?

PIERWSZY ZASTRZYK CUKIERECZKA

CZYLI DLACZEGO TE DZIECI TAK SZYBKO SIĘ USAMODZIELNIAJĄ

fiolka_humulin

Dziś był wielki dzień.

Cukiereczek przed kolacją postanowił, że sam sobie poda insulinę (dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą Cukiereczek niedawno skończył 5 lat, a zdiagnozowani jesteśmy od miesiąca).

Samodzielne mierzenie sobie cukru, odczytywanie wyniku (jeszcze od czasu do czasu się myli; ostatnio prawie dostałam zawału gdy zaczął odczytywać cyferki od 7. Na szczęście pomylił 1 z 7) i przygotowanie insuliny jest już dla niego bułką z masłem – ostatnio uczył Babcię jak ma to robić. Został tylko zastrzyk. Tak, tak – używamy penów. To dla tych wszystkich, którzy mają teraz ochotę zapytać – dlaczego jeszcze nie macie pompy??? (napisze o tym innym razem)

Dziś 5 letni Cukiereczek podjął jakże męską decyzję, że insulinę w udo „załaduje” sobie sam. Jak powiedział tak zrobił. Widziałam lekki strach w oczach i odrobinę drżące ręce ale dał radę i poszło mu świetnie.

Na koniec stwierdził, że jutro zrobi sobie też zastrzyk w rękę. „No może jednak pojutrze” – dodał później

W jakim wieku są Wasze Cukiereczki i co już potrafią? Są zupełnie samoobsługowe czy jeszcze im pomagacie?

Older posts

© 2017 Mama Cukiereczka

Theme by Anders NorenUp ↑