Month: Wrzesień 2014

MAMA CUKIERECZKA MA REFLEKSJĘ

CZYLI JAK WYGLĄDA PORANEK W CUKIERKOWEJ RODZINIE?

Ostatnio Mama Cukiereczka czytała wpis Mamy Blogerki o tym, jak ta ostatnia organizuje sobie poranne wyjścia z dzieckiem do przedszkola i co zrobić, by poszło to sprawnie i łatwo.

Przeczytałam i hmm… taka refleksja mnie naszła, że Mamy Blogerki chyba nie do końca wiedzą (choć zapewne nie wszystkie) jak u Rodziców Cukiereczków wygląda organizacja takiego wyjścia. O ile rzeczy trzeba zadbać. Ile rzeczy mieć w głowie, ile wcześniej pomyślanych i zaplanowanych. Oczywiście poza tymi standardowymi typu ubranie itp.

Więc Mama Cukiereczka postanowiła o tym napisać – oczywiście dla Rodziców Cukiereczków nie będzie to nic nowego, ale może Rodzice nie- Cukiereczków trochę bardziej poznają nasz świat.

Rano wstajemy o 7.30 – to znaczy Mama Cukiereczka zwleka się o tej porze, bo Tata Cukiereczka jest już dawno na nogach a Cukiereczek i jego brat również. Zaczyna się od śniadania, które składa się z jednego WW (dla tych co zapomnieli – wymiennik węglowodanowy, czyli 10g węglowodanów). Śniadanie trzeba oczywiście wyliczyć i zważyć, a jego „treść” jest uzależniona od tego, co będzie w przedszkolu na śniadanie (jadłospis przedszkolny znamy na 2 tygodnie do przodu)

Cukiereczek śniadanie główne je z innymi dziećmi w przedszkolu, ale ma je dopiero o 8.30, a nie chcemy, by z pierwszym posiłkiem czekał tak długo.

Gdyby w nocy był niski cukier to przed podaniem śniadania mierzylibyśmy cukier. Jeśli pomiar o 23.00 i 3.00 w nocy był ok, to 1 WW „idzie” bez mierzenia cukru.

Chłopaki jedzą śniadanie a Mama i Tata Cukiereczka szykują siebie (nie ma co ukrywać, że Mama Cukiereczka ma tu więcej do roboty :)). Gdy chłopaki zjedzą to czas na inhalacje. W sezonie jesiennym w zasadzie nie ma dnia, żebyśmy ich nie inhalowali, bo zarówno Cukiereczek, jak i jego brat rosną na astmatyków i inhalacje ratują nam życie. W czasie inhalacji konieczna jest bajka, bo inaczej się niesamowicie niecierpliwią. Ostatnio króluje Kaczord Donald (to nie błąd – tak mówią o nim nasze dzieci).

Po inhalacji jest ubieranie się – na szczęście chłopaki nie mają z tym problemów i ubierają, co fabryka dała. Większe problemy mają Rodzice, bo Mama Cukiereczka też wkłada dzieciom jak leci, a Tata Cukiereczka jednak ma gust i czasem stwierdza, że coś do czegoś nie pasuje i musi być inaczej J

Potem pakowanie plecaka Cukiereczka, w którym ma wszystkie swoje akcesoria konieczne dla każdego Cukiereczka – Przedszkolaka – zestaw do mierzenia cukru, peny, zapasowe igły, wafelki sztuk 2, czekoladka. Glukagen, który jest na zdjęciu jest już w przedszkolu i jest tam na co dzień, a osobny leży w naszej lodówce.

Po zapakowaniu wszystkiego zostało jeszcze odnalezienie „najulubieńszych” zabawek Cukiereczka i jego brata (przedszkole pozwala przynosić takowe) i zabawa w ubieranie butów, polarów, kamizelek, czapek i innych takich. Z powodu ilości ubrań, które trzeba na siebie wkładać – nie znoszę zimy!

Na koniec trzeba się jeszcze wytarabanić z dwoma hulajnogami z domu i można iść. Tak, żeby zdążyć w przedszkolu dokładnie na 8.20, rozebrać i pożegnać Franka (jest w innej grupie niż Cukiereczek) i zmierzyć cukier i podać insulinę Jasiowi. Dopiero wtedy Cukiereczek jest wolny i może iść jeść i się bawić. A my możemy iść do pracy.

Sporo tego prawda? A teraz wyobraźcie sobie, że robi to wszystko tylko jedna osoba. Bo najczęściej jest tak, że boryka się z tym Tata Cukiereczka, podczas gdy ja jestem gdzieś daleko w innym mieście na szkoleniu :(

Napiszcie co robią z dziećmi Wasi Mężowie i Ojcowie Cukiereczków? Za co się zabierają? Jakie obowiązki mają?

CUKIERECZKA OSWAJANIE CHOROBY

CZYLI KTO JESZCZE W NASZEJ RODZINIE CHORUJE NA CUKRZYCĘ?

Kilka dni po zdiagnozowaniu u Cukiereczka cukrzycy Pani doktor robiła z nami tak zwany wywiad rodzinny. I zadawała pytanie, które rodzicom Cukiereczków jest na pewno znane – czy ktoś jeszcze w rodzinie choruje na cukrzycę?

W szoku i zdumieniu odpowiadaliśmy, że nie. Bo faktycznie nic nam o tym nie wiadomo, by ktoś w rodzinie miał tę chorobę.

Jak się okazało, wraz z upływem czasu, i ten fakt się zmienia. Teraz bardzo często jest tak, że w naszym domu wszyscy chorujemy na cukrzycę.

Z reguły jest to oznajmiane przez Cukiereczka i jego brata takimi mniej więcej słowami:

„Tata/Mama kładź się na materacu, będziesz chory/-a na cukrzycę”

Mama lub Tata Cukiereczka oczywiście zgadzają się na takie manewry, gdyż jest to czas bezcenny – po pierwsze można sobie w spokoju poleżeć i nic nie robić, można postękać, że się jest zmęczonym i wszystko mnie boli – bo przecież jestem chora, można ponarzekać jak mi to źle. Generalnie plus jest taki, że można nic nie robić poza tym leżeniem.

Drugi plus jest taki, że jako Rodzice dowiadujemy się co tak naprawdę Cukiereczek sądzi o swojej chorobie – co rozumie, a co nie, o czym pamięta, a o czym nie, co jest dla niego kwestią zabawną, a co jest śmiertelnie poważne. Patrzymy też na brata Cukiereczka, który też przecież chłonie wszystko jak gąbka.

Jak więc widzicie ze zdjęć zastrzyki z insuliną są chyba jednak dosyć mocnym przeżyciem skoro te peny są tak wielkie. Widzicie też na zdjęciach, że wiedza na temat konieczności podania dwóch zastrzyków (insulina R i N) jest dosyć mocno zinternalizowana bo Tata Cukiereczka dostaje dwa zastrzyki w asyście dwóch lekarzy (lekarz Janek i lekarz Franek).

1-WP_20140802_004-001

Cukiereczek absolutnie też pamięta, że najpierw mamy „operację” z nakłuwaczem. Palce Taty Cukiereczka muszą wydawać mu się imponująco wielkie, skoro do tego celu wybrał dłuto (dobrze, że zabawkowe). Magnes z IKEA posłużył jako glukometr. Co ciekawe, sobie Cukiereczek nie bardzo pobiera krew z kciuka, bo usłyszał w szpitalu, że kciuk i palec wskazujący ma oszczędzać, ze względu na pisanie (jest teraz w zerówce) – ale Tacie – czemu nie. Kciuka nie szkoda:)

1-WP_20140802_005 1-WP_20140802_006

Stan pacjenta (Taty lub Mamy) jest zawsze poważny i wymagana jest kroplówka – przylepiona jak należy do ręki plastrem. Niestety nie wiem, do czego służy ten magnes zawijany na zdjęciu przez Cukiereczka. Macie jakiś pomysł co to może być?

1-WP_20140802_009

A jak u Was wyglądają gry i zabawy dziecięce?

 

JAK JEST ŹLE TO NA CAŁEGO

CZYLI NIESZCZĘŚCIA CHODZĄ CZWÓRKAMI.

Brat Cukiereczka po trzydniowym pobycie w przedszkolu przywlókł jakiegoś paskudnego wirusa. Byliśmy przekonani, że i jego i nas to ominie, bo chodził wcześniej do żłobka, a tam już zdążył się zaznajomić z wszelakimi paskudztwami.

Cukiereczek w swoim czasie zdążył przebyć tę samą drogę i w przedszkolu choroby raczej nas omijały, ale już po praz któryś przekonujemy się, że dzieci są różne i to pod każdym względem.

Nasza Rodzina więc cała „zdycha” – najpierw słaniał się Franek, który z powodu gorączki zamienia się w potulnego branka chcącego spać cały dzień. Potem padło na Tatę Cukiereczka, który obecnie leży i wygląda jakby miał wyzionąć ducha. Jak się go pytam czy żyje, to nawet nic nie mówi :(

Potem dopadło też Cukiereczka – na szczęście jego na razie w stopniu nikłym – katar i kaszel. Cukiereczek nie poszedł dziś do przedszkola, a my się zastanawiamy czy to dobra decyzja, bo może w obecnej sytuacji mniej wirusów jest w przedszkolu niż w naszym domu.

A dzisiaj rano Mama Cukiereczka obudziła się z gulą w gardle, bólem głowy i ogólnym zmarnowaniem. Lecz czuwać musi ktoś, by inni mogli chorować. Poza tym Mama Cukiereczka nie ma wielkiego wyboru i dziś wieczorem musi się wybrać w podróż na drugi koniec Polski w celu przeszkolenia ważnych ludzi w ważnym temacie.

Bo musicie coś wiedzieć o Mamie Cukiereczka – nie pracuje na błogim etacie, na którym można chorować i dostawać w tym czasie pieniądze. Mama Cukiereczka jak nie szkoli to nie zarabia, a jak nie zarabia to nie ma kasy, a jak nie ma kasy to wiadomo co prawda?

Teraz jestem już w hotelu, nie w domu i myślę co tam w domu się dzieje. Moje najukochańsze Budynie zostały same i w tym akurat nie ma nic dziwnego, bo to się często zdarzało i zdarza, ale martwię się o Cukiereczka. Już wiem, że cukry mu rosną a to oznaka infekcji. Co pewnie będzie oznaczać koniec remisji.

Ech a było już tak pięknie…

Mamy drogie jak radzicie sobie z chorobami Waszych dzieci? Napiszcie koniecznie!

WAGA, KACZUSZKA I PRZEDSZKOLAKI

CZYLI CO SIĘ NAPRAWDĘ LICZY W PRZEDSZKOLU?

 

Spieszę napisać Wam jak minęły pierwsze dni w przedszkolu zarówno Cukiereczkowi, jak i Frankowi, dla którego był to przecież debiut.

No cóż – rano Rodzice Cukiereczka inteligencją się nie wykazali, gdyż zapomnieli zabrać wagi. To wynik porannych nerwów i pakowania całej wyprawki przedszkolnej dla młodszego debiutanta – te wszystkie zapasowe majty, poszewki na kołdry, kapcie itp. Już się odzwyczailiśmy od tego, że Mały, nawet jeszcze nie trzyletni przedszkolak ma tego aż tak dużo.

A w przedszkolu dramat – bo znaczek kaczuszki, którą wybrał sobie Franio  w szatni został przez przypadek zajęty przez koleżankę Frania z grupy i dla niego zostało jabłuszko. A on nie chce jabłuszka, on „chceeee kaczuszkeeeee”.

Jeden dramat się kończy a drugi zaczyna – w przedszkolu wszyscy na równych nogach, bo przecież pierwszy posiłek dla Jasia, a tu wagi nie ma. Panie woźne biegają z kawałkami jabłka i pokazują nam naocznie czy takie może być i tak samo z kanapeczką chleba. Na szczęście ja i Tata Cukiereczka faktycznie już mamy wagę w oczach i chleb i jabłko potrafię zważyć oczami z dokładnością do 95% :)

Z tego wszystkiego Cukiereczek został uprzywilejowany, bo standardowo dzieci siedzą tam, gdzie mają wyznaczone miejsca a Jaś mógł wybrać sobie miejsce, które chce (nie, żeby miał duży wybór skoro prawie wszystkie dzieci już siedziały przy stołach :))

Pierwszy pomiar ogarniał Tata Cukiereczka i o 11.30 zjawił się w przedszkolu. Normalnie o tej porze Jaś miał cukier na poziomie około 130 a dzisiaj szok – 60! Objawów oczywiście żadnych, nawet spocony nie był. Mało co z krzesła nie spadłam gdy dostałam smsa z tą informację. Najwyraźniej szaleństwa przedszkolne robią swoje. Wniosek: jutro do śniadania obejdzie się bez R-ki.

Cukiereczek oczywiście był zachwycony, bo mógł się napić soczku. W porze obiadu, w której zawsze borykaliśmy się ze zbyt wysokim cukrem miał zaledwie 80! A przejęta Pani kucharka pyta mnie czy Jaś musi zjeść sałatę bo powiedział jej, że

nie lubię sałaty, ale być może muszę ją zjeść

Cóż nowy rozkład dnia i nowe poziomy sprawy do ogarnięcia.

Panie Wychowawczynie przejęte, ale bez problemu dają radę. Proszą tylko, żeby zawsze po pomiarze je informować czy wszystko jest ok, bo się boją, że coś mogłoby być nie w porządku.

A poza tym standard przedszkolny – był Hubert (największy przyjaciel Cukiereczka), była zabawka w ręku i były dzieci, które przypominają Jasiowi, że jak idzie na pomiar cukru to ma zabrać ze sobą plecak z „zestawem małego cukrzyka”.

Frankowi też nieźle poszło – obyło się bez histerii, z małym tylko wspomnieniem mamy i łezką podczas leżakowania. Ale dobrą reputację wszystkojedzącego dziecka, którą zasiał w przedszkolu Jaś, Franek dzielnie podtrzymuje żądaniem dokładek na każdy posiłek :)

A sprawę Kaczuszki udało się rozwiązać, gdyż Koleżanka zgodziła się na jabłuszko

Jak tam Wasze pierwsze dni w przedszkolu mijają?

© 2017 Mama Cukiereczka

Theme by Anders NorenUp ↑