Nasz Cukiereczek od 29-ego grudnia jest oficjalnie pompiarzem. Brzmi męsko co?

Bałam się straszliwie tej pompy, a szczególnie tych mitycznych wkłuć, które ponoć tak cholernie bolą. Cukiereczek twierdzi, że bardzo i w każdą środę, i w każdą sobotę to wkłucie wisi nad nami cały dzień niestety.

Dziś środa więc dzień wkłucia.

Na szczęście dziś będzie osłoda – poniżej widzicie jaka (to jest pokrowiec na pompę insulinową)

1-WP_20150121_001

Pierwsze wkłucie trwało chyba z godzinę, bo Jaśka trzeba było wyciągać spod szpitalnego łóżka. Był przekonany, że znalazł sobie taką kryjówkę, że nikt go tam nie znajdzie. Na jego nieszczęście Pani Bernatka (szefowa zespołu edukacji cukrzycowej w Prokocimiu) nie takie numery widziała i nie dała się na to nabrać.

Do pompy Jaś przyzwyczaił się błyskawicznie – po 5 minutach przestał ją zauważać.

Chciałabym Wam wyjaśnić co to jest ta pompa, jak wygląda, jak się ją nosi i do czego służy. Rodzice Cukiereczków nie muszą czytać – dla Was to nuda. Ale po reakcjach Pań w przedszkolu, które kazały Jaśkowi pokazywać wszystko po kolei wnioskuję, że dla niektórych jest to nowość.

Zresztą nie dziwię się Wam – dla mnie również była.

Otóż pompa insulinowa to małe urządzenie (wielkości grubszego telefonu komórkowego), w którym znajduje się zbiorniczek z insuliną. Zbiorniczek ten jest połączony drenem (czyli rureczką) z igłą (o długości 6mm) wbitą w pupę Cukiereczka. Ta igła może być teflonowa (jest wtedy giętka) lub zwykła metalowa (wtedy Cukiereczek czasem ją czuje, ale jej plus jest taki, że się nie zagina jak teflonowa). Igła jest stale wbita w tę pupę Cukiereczka po to, by insulina mogła stale płynąć. Stale – to znaczy, że w dzień i w nocy, i podczas snu Cukiereczek ma ze sobą pompę. Bardziej zainteresowanych informuję, że do kąpieli pompę się odłącza od igły, ale igła wciąż w pupie jest.

Igłę zmienia się raz na trzy dni, wtedy też z reguły następuje wymiana pojemniczka z insuliną (aż tak technicznie nie zamierzam Wam tego wyjaśniać). Igłę zmienia się w ten sposób, że najpierw dokonuje się wkłucia w drugi pośladek i przypina pompę, a następnie wyciąga się igłę poprzednią, co też nie należy do najprzyjemniejszych doznań, bo wkłucie jest zabezpieczone bardzo mocnym plastrem, żeby się nie odkleiło, co skutkuje tym, że podczas odklejania trzeba użyć sporo benzyny aptecznej, by to cholerstwo zeszło.

Tak więc dodatkowo co środę i sobotę cała Cukierkowa rodzina szprycuje się aromatem benzyny :)

I tu chciałabym wyjaśnić pewne nieporozumienia na temat pompy insulinowej. Pompa nie jest lekarstwem i pompa nie jest myślącym urządzeniem.

W zasadzie każdy mały Cukiereczek dostaje tak zwaną insulinę bazową oraz taką do posiłków. Nasz też – insulina bazowa to taka, która płynie sobie przez ten dren w bardzo małych dawkach non – stop – jej dawki są ustawione różnie na każdą godzinę, ale co godzinę jest uwalniana jakaś mała jej porcja.

A dodatkowo w porze posiłków Jaś musi dostać insulinę do posiłku. I tego pompa sama nie robi, bo nie potrafi takich rzeczy!

Pompa nie potrafi też zmierzyć poziomu cukru, a to także trzeba zrobić przed każdym posiłkiem.

Tak – pompa jest cudownym wynalazkiem, ale nie dlatego, że sama coś robi, a dlatego, że dzięki niej można bardzo precyzyjnie dobrać ilość insuliny do zapotrzebowania dziecka, co na penach jest dużo trudniejsze.

Tak więc nasz tryb życia przez pompę się nie zmienił – dalej kilka razy dziennie chodzimy do przedszkola, żeby zmierzyć Jaśkowi cukier i wyliczyć prawidłową ilość insuliny. Różnica jest taka, że nie musimy Jasia kłuć, a on się może chwalić swoim urządzeniem.

Ostatnio ponoć powiedział dzieciom, że może na nim oglądać bajki. I niech to będzie puenta mojej dzisiejszej wypowiedzi :)

A jak Wasi pompiarze i pompiary znoszą swoje pompy?