W naszej cukierkowej Rodzinie zapadła miła rutyna. Przyzwyczailiśmy się już do pompy, choć od czasu do czasu wkurza nas fakt, że nagle ni stąd ni zowąd, cukier wyskakuje jak Filip z Konopi i wręcz woła „A tu Cię mam” a my nie wiemy dlaczego. Potem okazuje się, że a to wkłucie zagięte, a to pęcherzyki powietrza w drenie. Szara rzeczywistość.

Od jakiegoś jednak czasu do naszej rodziny wkrada się ożywienie, bowiem od września Cukiereczek idzie do szkoły. Od dawna było wiadomo do jakiej szkoły pójdzie. Mamy taką bardzo blisko naszego miejsca zamieszkania. Odkąd Cukiereczek ma zdiagnozowaną chorobę, tym bardziej wiadomo, że pójdzie tam, bo blisko domu, a dostępność nasza oraz teściowej będzie większa.

Jednak wracają wszystkie te niepokoje, które miały miejsce zanim Cukierek poszedł do przedszkola – Jak to przyjmą w szkole? Jak zareagują? Czy zaakceptują jako normalne, choć wymagające większej uwagi zjawisko, czy też może wpadną w panikę i stwierdzą, że nie dadzą rady i powiedzą żebyśmy szukali innej placówki (tak też się zdarza niestety). A może oleją sprawę, bo przecież „od cukrzycy się nie umiera”?

Na szczęście, dokładnie tak samo jak w przypadku przedszkola, moje obawy okazały się nieuzasadnione.

Podczas dni otwartych, na które udałam się razem z Cukiereczkiem, okazało się bowiem, że do tej szkoły aktualnie uczęszcza trzech innych Cukiereczków i wszyscy są na pompie. Jeden z nich właśnie skończył trzecią klasę i odszedł spod skrzydeł Pani, która będzie wychowawczynią Cukiereczka.

Cała kadra jest wyszkolona i o cukrzycy wie wszystko. Choć oczywiście nie robiłam im testu :)

Ale kamień i tak spadł mi z serca!

Tak czy siak doświadczenia z cukrzycą typu 1 i szkołą nie mam żadnych. O co powinnam zadbać? O co zapytać? Na czym się skupić? Poradzicie?