Category: Rodzina (page 1 of 3)

MAMA CUKIERECZKA WYPOCZYWA

Jesteśmy w trakcie pierwszych wakacji z Cukiereczkiem i jego bratem od czasu diagnozy. Na dodatek zagranicznych. Początkowo było trochę strachu o to, jak to będzie w samolocie, czy przepuszczą nam te wszystkie igły oraz tony lekarstw, które mieliśmy ze sobą, ale okazało się, że nie ma z tym najmniejszego problemu.

InstagramCapture_e06b6007-c20c-43a1-850d-a43b75da60fd

Szpital, w którym Cukiereczek chodzi na swoje przeglądy, jest do wyjazdów swoich pacjentów w pełni przygotowany i wydaje od ręki zaświadczenia po polsku i po angielsku. Pani na lotnisku nie robiła żadnego problemu i nawet nie chciała zerknąć na te papiery. Pan, podczas odprawy bagażu, tylko lekko przegrzebał plecak, w którym mieliśmy wszystkie cukrzycowe rzeczy, a Jaś poczuł dodatkową adrenalinę bo kazano mu stanąć w rozkroku i rozłożyć ręce, co mu się zresztą bardzo podobało.

Chwila strachu była w samolocie gdy podczas pomiaru okazało się, że cukier spadł do poziomu 39 a po zaaplikowaniu odpowiedniej ilości soku wcale nie wzrósł, lecz dodatkowo spadł do 33. Jaś oczywiście nic nie zauważył, bo był zajęty obserwowaniem widoków z okna. Na pytanie czy boli go głowa odpowiedział „trochę”. Po kilku godzinach i pewnej ilości soków oraz kanapek jakoś nas nie zdziwił wynik 340 na blacie!

InstagramCapture_34e532d2-aeff-41ee-8ffd-1d001f107105

Ale co ciekawe to były nasze jedyne przygody podczas wakacyjnego wyjazdu z dziwnymi poziomami cukru. Pomimo tego, że Cukiereczek ma w zasadzie przypinaną pompę tylko na posiłki (no i w nocy oczywiście), bo całą resztę czasu spędza w wodzie, cukry mamy zaskakująco dobre i stabilne.

InstagramCapture_7952320a-084a-4aa3-b6af-b16fdc994287

Co jest tym bardziej dziwne, że bardzo wiele posiłków, które spożywamy liczymy na oko, no bo jak do końca mamy sprawdzić co tam siedzi w środku tej greckiej kuchni? Wagę oczywiście mamy ze sobą, ale waga nie załatwia sprawy w przypadku greckich słodyczy, które nie do końca wiadomo z czego się składają. Choć wiadomo, że są słodkie jak cholera, bo mają w sobie sporo miodu.

Wyjazd kończy się za kilka dni, ale już go zaliczamy do udanych; greckie morze i skały (Cukiereczek jeździł z Tatą na skały i wspinał się dosyć często) są idealne dla naszej Cukierkowej rodziny. Zapewne tu jeszcze wrócimy

MAMA CUKIERECZKA I NUDA

Wkrótce po tym jak zostałam Mamą Cukiereczka oświeciło mnie, że oprócz tego jestem także Panią Swojego Czasu.

Tak naprawdę nie tylko ja – większość Mam, które znam jest Paniami Swojego Czasu, a Mamy, które się zmagają z taką czy inną chorobą swojego dziecka są nimi w szczególności.

Jako Pani Swojego Czasu opowiadająca o tym jak to mam wszystko zaplanowane, zorganizowane i poukładane (coś o tym wiecie Mamy Cukiereczków prawda?) spotykam się z różnymi reakcjami.

Pierwszą z nich jest niedowierzanie, że na pewno coś ściemniam, że to na pewno nie jest tak właśnie jak mówię. Więc odpowiadam – jasne, że nie jest – wcale nie liczę dziecku dokładnie wymienników, wcale nie wyliczam mu insuliny z dokładnością co do 0,1 jednostki. Niech sobie chłopak poczuje jak to jest dostać za mało lub za dużo.

Więc nie – nie ściemniam. To naprawdę jest wszystko tak dokładnie wyliczone.

Drugą reakcją jest współczucie i litość. Inne mamy patrzą na mnie zbolałym wzrokiem i mówią mniej więcej coś takiego „Jej jakaś Ty/ Wy biedna”. Nie wiem o co chodzi, ja tam się biedna nie czuję. Litości i współczucia nie potrzebuję, bo w niczym, ale to w niczym mi nie pomaga. Ani mi lepiej od tego, ani mi to nic nie daje. Jeśli chcesz mi pomóc to się czegoś dowiedz o cukrzycy typu 1 i szerz tę wiedzę dalej, a nie kiwaj litościwie głową.

Trzecia reakcja jest moją ulubioną, bo najczęściej występującą, choć jednocześnie najbardziej mnie wkurzająca (taki mały paradoks). Tą reakcją jest pytanie czy w takim razie w naszym życiu jest jakiekolwiek miejsce na spontaniczność i elastyczność, czy też całe życie musimy już mieć tak od A do Z zaplanowane.

I wkurzam się na to niesamowicie, bo nie wiem jak Wy Drogie Inne Mamy Cukiereczków, ale ja tej spontaniczności i nieprzewidywalności w tej cholernej chorobie mam aż za dużo! Co ja bym dała, żeby ta choroba była bardziej przewidywalna! Co ja bym dała, żeby zawsze wiedzieć jaki ten poziom cukru będzie w danym dniu o danej porze.

Na poziom cukru u Cukiereczka wpływa bowiem nie tylko to, co je, ale także emocje które odczuwa, stres który czasem mu się udziela, hormony, które wytwarza jego organizm, no i oczywiście infekcje, które jak każde dziecko ma od czasu do czasu. A jedyne co my jesteśmy w stanie kontrolować to posiłki, które Jaś zjada, a i to się pewnie zmieni, bo przecież do końca życia nie będziemy go kontrolować.

Więc Drogie Mamy Nie Cukiereczków – jeśli mnie pytacie czy to nie nudno mieć takie zaplanowane i nie spontaniczne życie odpowiadam: nie, nie nudno. Ja bym wolała jeszcze więcej przewidywalności i nudy.

I uwierzcie, że gdybyście były na moim miejscu to też byście wolały.

MAMA CUKIERECZKA ŚWIĘTUJE

Mając Cukiereczka w domu, pod koniec grudnia, dobitnie dotarło do mnie jaka jest największa, najbardziej utrwalona i najbardziej popularna polska tradycja świąteczna. Bynajmniej nie jest to czas spędzany z rodziną, odpoczynek, relaks itp.

Jest nią obżarstwo. Wszyscy pytający nas o to jak sobie damy radę w święta, mieli zapewne na myśli jakie to będzie straszne nie móc obżerać się do woli, nie zwracając uwagi na zdrowie, samopoczucie i sens tego, co się robi.

Na szczęście nasza Cukierkowa Rodzina jest inna i była taka jeszcze zanim Cukiereczek stał się Cukiereczkiem. Przed świętami Mama Cukiereczka nie dostaje szaleństwa w oczach i nie każe wszystkim domownikom stawać na rzęsach i odkurzać kąty, o których istnieniu nie mieli pojęcia. Nie siedzę do późnej nocy gotując trylion potraw wigilijnych i nie biegam jak dzika po sklepach szukając prezentów w ostatnim momencie. Tata Cukiereczka nie wzdycha, że musi iść wytrzepać dywany, bo nie mamy dywanów i w Wigilię nie dorzuca się do porządków dbając o czystość samochodu pucując go do utraty tchu. Tata Cukiereczka w Wigilię za to robi najpyszniejsze na świecie paszteciki vel pierożki (nazwa jest uzależniona od tego jaki kształt ostatecznie przybiorą) z farszem wszelakim (szpinak, ser, suszone pomidory, pieczarki i inne cuda).

O wszystkim czego nie robię w święta pisałam TUTAJ. I zainteresowanych informuję, że nie spędziliśmy Wigilii w dresach jedząc suchary (zresztą tego komentarza na pewno nie napisał nikt, kto miał cokolwiek wspólnego z cukrzycą, bo wiadomo, że suchary mają wysoki IG :) )

Te święta, pomimo zmian w naszym życiu, nie były jakieś znacząco inne, niż święta poprzednie. Barszcz był klarowny i jedno uszko w nim zawarte zostało określone przez Cukiereczka jako „ble” więc większość zjadł brat Cukiereczka. Do tego ryba, która nie była karpiem (nie jadamy karpia), ziemniaki i buraczki również ledwo tknięte. Poszła nawet dodatkowa połówka dawki insuliny, bo może Cukiereczkowi zachciałoby się pasztecika, ale potem okazało się, że to falstart i trzeba było ratować cukry odpowiednią ilością pierniczków. Co oczywiście zostało przyjęte z aprobatą zarówno przez Cukiereczka, jak i jego brata.

Cukry w normie, bez większych odchyleń. Święta jak święta – bez odchyleń :)

A jak Wam minęły święta?

EKIPA DZIEŃ DOBRY TVN U MAMY CUKIERECZKA

Dzisiaj Mama Cukiereczka gościła ekipę Dzień Dobry TVN. Ktoś gdzieś przeczytał mojego bloga i nagle, w zasadzie, z dnia na dzień, pojawia się w domu ekipa ze sprzętem, kamerami, oświetleniem, mikrofonami i innymi cudami, by zrobić reportaż o tym jak to jest być Mamą Cukiereczka, jak to jest być Cukiereczkiem (Jaś będzie miał bowiem swój udział w tym nagraniu) i żyć z cukrzycą typu 1.

Miałam ogromny dylemat, czy w ogóle zgodzić się na zdjęcia – w końcu wchodzą do domu obcy ludzie, a potem każdy może zobaczyć, jak wygląda nasze życie. Już w zasadzie miałam odmówić, ale zaprotestował Tata Cukiereczka, który stwierdził, że skoro się powiedziało A (założyło bloga i publikuje nam nim nasze życie) to trzeba powiedzieć B. A przy okazji być może komuś pomożemy.

Bardzo pomogła mi też grupa Rodziców Cukiereczków na Fb, która dopingowała mnie niesamowicie i zachęcała do tego, żeby pokazać jak wygląda życie Rodziny z cukrzycą typu1. Bardzo Wam dziękuję!

Zdjęcia rozpoczęły się o 9 rano a skończyły o 18.00. Nie sądziłam, że mówienie do kamery może być takie wyczerpujące. Nagrane zostały wypowiedzi Mamy i Taty Cukiereczka, mierzenie cukru w przedszkolu, wyjście z przedszkola, biegi Cukiereczka, przygotowywanie posiłku (ważenie, obliczanie itp.), jedzenie podwieczorku (bardzo dziwne uczucie, gdy kamera zagląda Ci do talerza), zabawy chłopaków, zabawa „w cukrzycę” (Mama Cukiereczka udaje, że ma cukrzycę i chce dostać tort, a Cukiereczek jest Tatą i mi odmawia). Nawet czytanie książek na dobranoc zostało nagrane.

Tyle godzin nagrań a z tego powstanie tylko 4 minutowy reportaż! W świecie telewizji to ponoć całkiem dużo :)

Oglądajcie Mamę Cukiereczka 1 grudnia w Dzień Dobry TVN – najpierw w reportażu z całą naszą Rodziną, a potem na żywo w telewizji.

MAMA CUKIERECZKA SIĘ ROZTRAJA

Bycie Mamą Cukiereczka, Mamą po prostu, żoną, organizatorką szkoleń z pierwszej pomocy dla dzieci i niemowląt, trenerką i Panią Swojego Czasu nie jest łatwe. Z jednej rzeczywistości przeskakujesz w drugą po to, by odkryć, że one w zasadzie się w sobie łączą, zlewają i stapiają.

Od czasu gdy realizuję z przytupem różne swoje projekty, działam na pełnych obrotach. Od czasu do czasu staram się zwalniać, ale chcę zrealizować plan, który sobie założyłam. Plan, którego realizacja pozwoli mi zwolnić właśnie (wiem, że piszę enigmatycznie, ale jeszcze nie czas na szczegóły).

Ostatnio Mama Cukiereczka na szczyt swoich obrotów wpadła, gdy przyjechała do domu po szkoleniu bardzo późnym wieczorem i dowiedziała się, że następnego dnia o 9 rano Cukiereczek ma w przedszkolu bal przebierańców. Krew zalała mi głowę, bo przecież nie mamy żadnego stroju. Szybka analiza sytuacja pokazała, że jesteśmy na straconej pozycji; telefony do znajomych odpadały bo po pierwsze za późno, a po drugie ich dzieci albo nie w tym wieku, żeby mieć stroje na bal przebierańców, albo ich dzieci dokładnie tego samego dnia też mieli ten bal. Do wypożyczalni już nie zdołam podjechać bo zamknięta, do sklepu tym bardziej. Strój, który kiedyś kupiliśmy na pewno jest już za mały.

Założę się, że teraz wszystkie Kreatywne Mamy, które potrafią zrobić coś z niczego ciężko wzdychają i wywracają oczami nad moją bezradnością. Ja wiem, że są takie Kobiety, które wezmą jakiegoś łacha i wyczarują z niego fantastycznych strój na bal przebierańców. I jeszcze coś tam przypną, coś tam upną, przyfastrygują i voila!

Naprawdę szczerze i prawdziwie takim Mamom zazdroszczę – generalnie zazdroszczę wszystkim, którzy potrafią czarować rękami – malować, rysować, szyć, wycinać, lepić i kleić. Ja nie potrafię. W zeszłym roku Cukiereczek był na balu przebierańców Duchem, którego przebranie własnoręcznie wykonałam. Wydaje się, że nic prostszego prawda? Cóż to jest zrobić z kawałka prześcieradła Ducha z dziurami na oczy i ręce. Niestety nawet to mi się nie udało i Cukiereczek został poproszony o ściągnięcie szmaty, gdyż tańcząc w niej ryzykował życie swoje i innych dzieci.

Więc w tym roku o godz. 23.00 padł na mnie blady strach. Coś przecież trzeba Cukiereczkowi wykombinować – nie dość, że musi być kłuty kilka razy dziennie, że nie może jeść niektórych słodyczy, które jedzą dzieci, że nie chodzi z innymi na religię, to jeszcze jako jedyny pójdzie nieprzebrany na bal przebierańców!

O nie! To nie będzie miało miejsca. Mój proces tworzenia stroju składał się głównie z myślenia. I w końcu wymyśliłam – w tegorocznym balu, którego motywem przewodnim miała być jesień, Cukiereczek został przebrany za… sportowca. Sportowcy też działają jesienią prawda? Dziękowałam pasji sportowej Taty Cukiereczka, dzięki której Cukiereczek miał nie tylko prawdziwy numerek startowy przyczepiony do koszulki, ale także zestaw medali do wyboru do koloru.

Ufff jakoś z tego wybrnęliśmy. Temat jesieni został w tym stroju dosyć kiepsko zagospodarowany, ale przynajmniej strój był :)

A jak u Was z rękodziełem Drogie Mamy? Same działacie czy korzystacie z gotowych?

CUKIERECZEK UPRAWIA SPORT

Nastał intensywny okres w życiu Cukiereczka – okres uprawiania sportu. Nie, żeby nigdy go nie było ale oprócz treningów z Tatą Cukiereczka Jaś nie chodził na żadne zorganizowane zajęcia sportowe.

Z bardzo prostych przyczyn – w naszym kraju króluje piłka nożna, a to nie jest nasz ulubiony sport na świecie. Poza tym dla dzieci w tym wieku 4 lat nie ma zbyt wielu dyscyplin sportowych – są sztuki walki (ble), piłka nożna i świetne zajęcia gimnastyczne w Krakowie, ale droższe niż najlepsze spa. Pewnie dlatego chodzą tam głównie obcokrajowcy.

Ale Po skończeniu przez Cukiereczka 5 lat został on zapisany na sekcję wspinaczkową dla maluchów, (czyli dzieci właśnie od 5 roku życia). Podczas gdy Mama Cukiereczka Wam to opisuje Cukiereczek ma swój drugi w życiu trening wspinaczkowy.

Trochę się baliśmy jak to będzie, bo Jaś jest znany ze swojej niechęci do nowości; gdy jakiś czas temu po raz pierwszy wybraliśmy się z dziećmi na ścianę wspinaczkową to Jaś zarzekał się, że nawet tej ściany nie dotknie. I faktycznie tak było :)

Ale pierwszy trening już za nami i Cukiereczek połknął bakcyla – dziś nie mógł się już doczekać końca rozgrzewki, żeby się zacząć wspinać (dzieci muszą się najpierw rozgrzać – nie mogą iść na ścianę dopóki nie skończą rozgrzewki).

A Mama i Tata Cukiereczka przypomnieli sobie dawne czasy, gdy byli młodzi, piękni i zgrabni i śmigali po skałach jak kozice. Wyglądało to mniej więcej tak:

ogień z d   1-Piotr

Poczekamy jeszcze dwa lata – Jaś będzie wtedy w sekcji dla starszaków, Franek rozpocznie swoją przygodę ze wspinaniem a Mama i Tata będą mieli dwie godziny wspinaczki na ścianie tylko dla siebie. Wszystko przed nami.

Swoją drogą byliśmy przekonani, że po dwugodzinnym treningu na ścianie konieczne będzie coś słodkiego, soczek itp. Okazało się, że po skończonym trening, kiedy akurat Jasiowi wypada pora drugiego śniadania, Cukiereczkowe cukry poszybowały mocno w górę. Najwyraźniej emocje Jasia również sięgały zenitu podczas wspinaczki na wysokie ściany :)

A jak to wygląda u Was? Wasze dzieci uprawiają jakieś sporty regularnie?

MAMA CUKIERECZKA DOSTAJE OCHRZAN

To prawda – dostałam dziś ochrzan. Od Taty Cukiereczka. Nie pierwszy i nie ostatni to raz, ale ten dotyczył akurat Mamy Cukiereczka właśnie. Że się obijam, że nie publikuję, że na blogu nic się nie dzieje. Że nie napisałam o jeździe na rowerze (i nie napiszę – o tym będzie jutro)

No – racja w zasadzie. Przerwa w publikowaniu była znacząca.

Zastanawiałam się z czego ona wynika i doszłam do wniosku, że ze zwyczajności. Że przeszłam już wszystkie fazy radzenia sobie z chorobą Cukiereczka i jestem już w fazie akceptacji. Cukiereczek jest chory. Nieuleczalnie. Ale wiecie co jest paradoksalne? Jak myślę o tym ile mam szczęścia w życiu to myślę sobie tak: „Jestem zdrowa, mam kochającego, zdrowego męża, mam cudowne i zdrowe dzieci”.

Tak tak właśnie myślę o swoich obydwóch synach. Obydwóch. Nawet o Cukiereczku, który przecież choruje na nieuleczalną chorobę. Nie zaklinam rzeczywistości, nie udaję że jest jakoś inaczej.

Po prostu myślę sobie, że są takie Rodziny, którym trafiło się dużo dużo gorzej. A my sobie radzimy. Mamy nieco więcej dyscypliny i nieco więcej stresu niż inni. Mamy na pewno nieco więcej wyposażenia, gdy wychodzimy na spacer i nieco częściej niż inni Rodzice bywamy w przedszkolu. A jednak jest zwyczajnie.

Jesteśmy odpowiedzialnymi i kochającymi Rodzicami naszych synów. Dlatego otoczyliśmy się całą siecią wsparcia, w której jesteśmy ja, mąż, Babcia Irenka, Babcia Krynia i Dziadek Bolek i każda osoba pracująca w przedszkolu. Każdy uczestniczy jak może i ile może. Po to by Ten obok nie padł z wyczerpania i zmęczenia oraz przytłoczenia ogromem odpowiedzialności. Śpimy po nocach.

Jest nam dobrze.

A jak u Ciebie? Jak Ty sobie radzisz z odpowiedzialnością?

MAMA CUKIERECZKA MA REFLEKSJĘ

CZYLI JAK WYGLĄDA PORANEK W CUKIERKOWEJ RODZINIE?

Ostatnio Mama Cukiereczka czytała wpis Mamy Blogerki o tym, jak ta ostatnia organizuje sobie poranne wyjścia z dzieckiem do przedszkola i co zrobić, by poszło to sprawnie i łatwo.

Przeczytałam i hmm… taka refleksja mnie naszła, że Mamy Blogerki chyba nie do końca wiedzą (choć zapewne nie wszystkie) jak u Rodziców Cukiereczków wygląda organizacja takiego wyjścia. O ile rzeczy trzeba zadbać. Ile rzeczy mieć w głowie, ile wcześniej pomyślanych i zaplanowanych. Oczywiście poza tymi standardowymi typu ubranie itp.

Więc Mama Cukiereczka postanowiła o tym napisać – oczywiście dla Rodziców Cukiereczków nie będzie to nic nowego, ale może Rodzice nie- Cukiereczków trochę bardziej poznają nasz świat.

Rano wstajemy o 7.30 – to znaczy Mama Cukiereczka zwleka się o tej porze, bo Tata Cukiereczka jest już dawno na nogach a Cukiereczek i jego brat również. Zaczyna się od śniadania, które składa się z jednego WW (dla tych co zapomnieli – wymiennik węglowodanowy, czyli 10g węglowodanów). Śniadanie trzeba oczywiście wyliczyć i zważyć, a jego „treść” jest uzależniona od tego, co będzie w przedszkolu na śniadanie (jadłospis przedszkolny znamy na 2 tygodnie do przodu)

Cukiereczek śniadanie główne je z innymi dziećmi w przedszkolu, ale ma je dopiero o 8.30, a nie chcemy, by z pierwszym posiłkiem czekał tak długo.

Gdyby w nocy był niski cukier to przed podaniem śniadania mierzylibyśmy cukier. Jeśli pomiar o 23.00 i 3.00 w nocy był ok, to 1 WW „idzie” bez mierzenia cukru.

Chłopaki jedzą śniadanie a Mama i Tata Cukiereczka szykują siebie (nie ma co ukrywać, że Mama Cukiereczka ma tu więcej do roboty :)). Gdy chłopaki zjedzą to czas na inhalacje. W sezonie jesiennym w zasadzie nie ma dnia, żebyśmy ich nie inhalowali, bo zarówno Cukiereczek, jak i jego brat rosną na astmatyków i inhalacje ratują nam życie. W czasie inhalacji konieczna jest bajka, bo inaczej się niesamowicie niecierpliwią. Ostatnio króluje Kaczord Donald (to nie błąd – tak mówią o nim nasze dzieci).

Po inhalacji jest ubieranie się – na szczęście chłopaki nie mają z tym problemów i ubierają, co fabryka dała. Większe problemy mają Rodzice, bo Mama Cukiereczka też wkłada dzieciom jak leci, a Tata Cukiereczka jednak ma gust i czasem stwierdza, że coś do czegoś nie pasuje i musi być inaczej J

Potem pakowanie plecaka Cukiereczka, w którym ma wszystkie swoje akcesoria konieczne dla każdego Cukiereczka – Przedszkolaka – zestaw do mierzenia cukru, peny, zapasowe igły, wafelki sztuk 2, czekoladka. Glukagen, który jest na zdjęciu jest już w przedszkolu i jest tam na co dzień, a osobny leży w naszej lodówce.

Po zapakowaniu wszystkiego zostało jeszcze odnalezienie „najulubieńszych” zabawek Cukiereczka i jego brata (przedszkole pozwala przynosić takowe) i zabawa w ubieranie butów, polarów, kamizelek, czapek i innych takich. Z powodu ilości ubrań, które trzeba na siebie wkładać – nie znoszę zimy!

Na koniec trzeba się jeszcze wytarabanić z dwoma hulajnogami z domu i można iść. Tak, żeby zdążyć w przedszkolu dokładnie na 8.20, rozebrać i pożegnać Franka (jest w innej grupie niż Cukiereczek) i zmierzyć cukier i podać insulinę Jasiowi. Dopiero wtedy Cukiereczek jest wolny i może iść jeść i się bawić. A my możemy iść do pracy.

Sporo tego prawda? A teraz wyobraźcie sobie, że robi to wszystko tylko jedna osoba. Bo najczęściej jest tak, że boryka się z tym Tata Cukiereczka, podczas gdy ja jestem gdzieś daleko w innym mieście na szkoleniu :(

Napiszcie co robią z dziećmi Wasi Mężowie i Ojcowie Cukiereczków? Za co się zabierają? Jakie obowiązki mają?

CUKIERECZKA OSWAJANIE CHOROBY

CZYLI KTO JESZCZE W NASZEJ RODZINIE CHORUJE NA CUKRZYCĘ?

Kilka dni po zdiagnozowaniu u Cukiereczka cukrzycy Pani doktor robiła z nami tak zwany wywiad rodzinny. I zadawała pytanie, które rodzicom Cukiereczków jest na pewno znane – czy ktoś jeszcze w rodzinie choruje na cukrzycę?

W szoku i zdumieniu odpowiadaliśmy, że nie. Bo faktycznie nic nam o tym nie wiadomo, by ktoś w rodzinie miał tę chorobę.

Jak się okazało, wraz z upływem czasu, i ten fakt się zmienia. Teraz bardzo często jest tak, że w naszym domu wszyscy chorujemy na cukrzycę.

Z reguły jest to oznajmiane przez Cukiereczka i jego brata takimi mniej więcej słowami:

„Tata/Mama kładź się na materacu, będziesz chory/-a na cukrzycę”

Mama lub Tata Cukiereczka oczywiście zgadzają się na takie manewry, gdyż jest to czas bezcenny – po pierwsze można sobie w spokoju poleżeć i nic nie robić, można postękać, że się jest zmęczonym i wszystko mnie boli – bo przecież jestem chora, można ponarzekać jak mi to źle. Generalnie plus jest taki, że można nic nie robić poza tym leżeniem.

Drugi plus jest taki, że jako Rodzice dowiadujemy się co tak naprawdę Cukiereczek sądzi o swojej chorobie – co rozumie, a co nie, o czym pamięta, a o czym nie, co jest dla niego kwestią zabawną, a co jest śmiertelnie poważne. Patrzymy też na brata Cukiereczka, który też przecież chłonie wszystko jak gąbka.

Jak więc widzicie ze zdjęć zastrzyki z insuliną są chyba jednak dosyć mocnym przeżyciem skoro te peny są tak wielkie. Widzicie też na zdjęciach, że wiedza na temat konieczności podania dwóch zastrzyków (insulina R i N) jest dosyć mocno zinternalizowana bo Tata Cukiereczka dostaje dwa zastrzyki w asyście dwóch lekarzy (lekarz Janek i lekarz Franek).

1-WP_20140802_004-001

Cukiereczek absolutnie też pamięta, że najpierw mamy „operację” z nakłuwaczem. Palce Taty Cukiereczka muszą wydawać mu się imponująco wielkie, skoro do tego celu wybrał dłuto (dobrze, że zabawkowe). Magnes z IKEA posłużył jako glukometr. Co ciekawe, sobie Cukiereczek nie bardzo pobiera krew z kciuka, bo usłyszał w szpitalu, że kciuk i palec wskazujący ma oszczędzać, ze względu na pisanie (jest teraz w zerówce) – ale Tacie – czemu nie. Kciuka nie szkoda:)

1-WP_20140802_005 1-WP_20140802_006

Stan pacjenta (Taty lub Mamy) jest zawsze poważny i wymagana jest kroplówka – przylepiona jak należy do ręki plastrem. Niestety nie wiem, do czego służy ten magnes zawijany na zdjęciu przez Cukiereczka. Macie jakiś pomysł co to może być?

1-WP_20140802_009

A jak u Was wyglądają gry i zabawy dziecięce?

 

JAK JEST ŹLE TO NA CAŁEGO

CZYLI NIESZCZĘŚCIA CHODZĄ CZWÓRKAMI.

Brat Cukiereczka po trzydniowym pobycie w przedszkolu przywlókł jakiegoś paskudnego wirusa. Byliśmy przekonani, że i jego i nas to ominie, bo chodził wcześniej do żłobka, a tam już zdążył się zaznajomić z wszelakimi paskudztwami.

Cukiereczek w swoim czasie zdążył przebyć tę samą drogę i w przedszkolu choroby raczej nas omijały, ale już po praz któryś przekonujemy się, że dzieci są różne i to pod każdym względem.

Nasza Rodzina więc cała „zdycha” – najpierw słaniał się Franek, który z powodu gorączki zamienia się w potulnego branka chcącego spać cały dzień. Potem padło na Tatę Cukiereczka, który obecnie leży i wygląda jakby miał wyzionąć ducha. Jak się go pytam czy żyje, to nawet nic nie mówi :(

Potem dopadło też Cukiereczka – na szczęście jego na razie w stopniu nikłym – katar i kaszel. Cukiereczek nie poszedł dziś do przedszkola, a my się zastanawiamy czy to dobra decyzja, bo może w obecnej sytuacji mniej wirusów jest w przedszkolu niż w naszym domu.

A dzisiaj rano Mama Cukiereczka obudziła się z gulą w gardle, bólem głowy i ogólnym zmarnowaniem. Lecz czuwać musi ktoś, by inni mogli chorować. Poza tym Mama Cukiereczka nie ma wielkiego wyboru i dziś wieczorem musi się wybrać w podróż na drugi koniec Polski w celu przeszkolenia ważnych ludzi w ważnym temacie.

Bo musicie coś wiedzieć o Mamie Cukiereczka – nie pracuje na błogim etacie, na którym można chorować i dostawać w tym czasie pieniądze. Mama Cukiereczka jak nie szkoli to nie zarabia, a jak nie zarabia to nie ma kasy, a jak nie ma kasy to wiadomo co prawda?

Teraz jestem już w hotelu, nie w domu i myślę co tam w domu się dzieje. Moje najukochańsze Budynie zostały same i w tym akurat nie ma nic dziwnego, bo to się często zdarzało i zdarza, ale martwię się o Cukiereczka. Już wiem, że cukry mu rosną a to oznaka infekcji. Co pewnie będzie oznaczać koniec remisji.

Ech a było już tak pięknie…

Mamy drogie jak radzicie sobie z chorobami Waszych dzieci? Napiszcie koniecznie!

Older posts

© 2017 Mama Cukiereczka

Theme by Anders NorenUp ↑