PIERWSZY ZASTRZYK CUKIERECZKA

CZYLI DLACZEGO TE DZIECI TAK SZYBKO SIĘ USAMODZIELNIAJĄ

fiolka_humulin

Dziś był wielki dzień.

Cukiereczek przed kolacją postanowił, że sam sobie poda insulinę (dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą Cukiereczek niedawno skończył 5 lat, a zdiagnozowani jesteśmy od miesiąca).

Samodzielne mierzenie sobie cukru, odczytywanie wyniku (jeszcze od czasu do czasu się myli; ostatnio prawie dostałam zawału gdy zaczął odczytywać cyferki od 7. Na szczęście pomylił 1 z 7) i przygotowanie insuliny jest już dla niego bułką z masłem – ostatnio uczył Babcię jak ma to robić. Został tylko zastrzyk. Tak, tak – używamy penów. To dla tych wszystkich, którzy mają teraz ochotę zapytać – dlaczego jeszcze nie macie pompy??? (napisze o tym innym razem)

Dziś 5 letni Cukiereczek podjął jakże męską decyzję, że insulinę w udo „załaduje” sobie sam. Jak powiedział tak zrobił. Widziałam lekki strach w oczach i odrobinę drżące ręce ale dał radę i poszło mu świetnie.

Na koniec stwierdził, że jutro zrobi sobie też zastrzyk w rękę. „No może jednak pojutrze” – dodał później

W jakim wieku są Wasze Cukiereczki i co już potrafią? Są zupełnie samoobsługowe czy jeszcze im pomagacie?

14 Comments

  1. Też nie mieliśmy pompy od samego początku… Wiktor miał dwa latka i dostawał 6 zastrzyków dziennie… Było to dla nas rodziców przykre, ale zacisnęliśmy zęby… Pompa pojawiła się pół roku później i teraz tego czasu na penach nie uważam za stracony :) To było potrzebne bo z powodu różnych sytuacji tego pena trzeba czasem uruchomić i nie stanowi to problemu :) Pompa ma swoje plusy ale też minusy, nie jest idealnym urządzeniem i czasem się na nią wkurzam :P

    • Agato mój mąż (Tata Cukiereczka) ciągle powtarza, że pompa to tylko urządzenie i z myślenia nie zwalnia. A czemu się na nią wkurzasz?

      • Skoro blog przeniesiony to jeszcze raz wklejam to co napisałam o pompie :) może więcej osób wyrazi swoją opinię…
        Pompa ma swoje minusy i nie chodzi o to, że ją widać, że generuje jakieś koszty pomimo refundacji. Ona zwyczajnie czasem zawodzi… Penem jak podasz insulinę to wiesz, że poszła a w pompie podasz a po 2 godzinach może okazać się, że w drenie była bańka powietrza i insulina nie poszła jak powinna, może okazać się, że zbiorniczek okazał się wadliwy (czasem się tak zdarza) i nie pchnął insuliny jak powinien, albo insulina skrystalizowała się przy połączeniu i dren nie jest już tak drożny. No i zmora wszystkich pompiarzy, czyli zagięte wkłucia. Nam ta opcja na szczęście praktycznie nigdy się nie zdarza bo mamy metalowe wkłucia ale użytkownicy teflonowych mogliby dużo poopowiadać… I najgorsze jest to, że wszystko wychodzi po 2 godzinach od podania insuliny jak mierzysz cukier… To są powody, które czasem doprowadzają mnie do szału. Ale chyba plusy są ważniejsze :) Dla dziecka większa wygoda bo nie ma tylu zastrzyków, ale minie troszkę czasu zanim nauczy się obsługiwać pompę. Mój 6-letni Cukierek programuje insulinę ale tylko pod moją kontrolą, jedno kliknięcie więcej i mogłoby się to źle skończyć… I pompa dała nam większą swobodę jeśli chodzi o wypady do McDonalda czy na pizzę. Chcę, żeby Wiktor miał normalne dzieciństwo i od czasu do czasu zjadł coś niezdrowego ;) Podanie bolusa przedłużonego bardzo ułatwia życie :) No i większe pole manewru z korektami :) Jak pisze Mama Cukiereczki – jeśli sprzęt się nie sprawdzi można wrócić do pena :) My w przyszłym tygodniu odbieramy nową pompę bo nasza ma już 4 lata i skończyła się jej gwarancja :) Synowi od mojej koleżanki kiedyś zepsuła się pompa i był zrozpaczony. Ten nastolatek odważył się na mocne wyznanie i powiedział swojej mamie, że czuje się jakby umarła mu najlepsza przyjaciółka… To mówi samo za siebie jak Cukierki traktują coś co dla nas jest tylko urządzeniem elektronicznym :)

        • Agato dziękuję Ci bardzo za ponowny wpis. Jesteś cudowna :)
          A co do pompy to myślę, że moje dotychczasowe pozytywne nastawienie do penów wynika z tego, że jesteśmy na początku choroby i jeszcze trwa remisja – więc nie mamy strasznych skoków czy spadków cukru a korektę podajemy bardzo rzadko :) Podejrzewam, że jak Cukiereczek i jego brat pójdą we wrześniu do przedszkola i zaczną „znosić” do domu infekcje to szybko zamarzy nam się pompa :)

          • a powiedz mi jak kwestie podawania insuliny w przedszkolu ? Nauczycielki nie podadzą to wiem. Ale gdzieś kiedyś wyłapałam, jak jedna mama pisała, że jej dziecko jest na penach i w domu je śniadanie. W związku z tym rano dostaje insulinę szybkodziałającą i na dodatek długodziałajacą. Dzięki temu podobno w przedszkolu nie muszą już podawać dziecku insuliny… Jak to faktycznie wygląda? Bo ja oczywiście chodzę do przedszkola na obiad i wbijam na pompie insulinę.

          • U nas mam nadzieję będzie to tak wyglądać jak napisałaś – Cukiereczek ma tak „zaprogramowany” dzień, ze rano dostaje i długo i krótko działającą. Śniadanie będzie jadł w domu. Do 2 śniadania o 10.30 insuliny nie dostaje i dopiero na 13.30 do obiadu. Tylko jeszcze nie do końca wiem jak to będzie z posiłkami – wiem, że bez problemu przygotują posiłki takie jak zechcemy, ale nasze godziny posiłków nie pokrywają się z tymi w przedszkolu, a nie chciałabym by Cukiereczek musiał jeść gdy inne dzieci się bawią i siedzieć samotnie gdy inne dzieci jedzą :(

  2. Super macie, że nie dajecie do drugiego śniadania insuliny :) My to mamy zaprogramowane tak: 8.30 śniadanie w przedszkolu (na którym oczywiście jestem i liczę i podaję insulinę). O godzinie 10.30 Wiktor mierzy poziom cukru a Pani Wychowawczyni dzwoni i podaje mi poziom. Od niego zależy co dalej. Jak jest wysoko, Pani zarządza gimnastykę dla całej grupy ;) Jak jest za nisko to podaje Dextro lub coś co dzieci miały w ramach drugiego śniadanka (danonek, kawałek banana). Ja przychodzę do przedszkola na 11.30 bo wtedy już powoli wydawany jest obiad. Liczę i podaję insulinę :) Mam ten komfort, że mieszkam 3 minuty drogi od przedszkola i że nie pracuję zawodowo (mam hobby, które stało się moim małym źródłem dochodu). Myślę, że po pierwszych tygodniach znajdziecie sposób, żeby to funkcjonowało z korzyścią dla Cukiereczka :) Zawsze jest czas i miejsce na mały kompromis :)

    • Agato gimnastyka dla całej grupy mnie rozwaliła :) Czyli cukrzyca wszystkim na zdrowie wyjdzie!
      My też mieszkamy bardzo blisko przedszkola (uff) choć z komfortem różnie bywa bo ja czasem prowadzę szkolenia na drugim końcu Polski. Napisz koniecznie jakie hobby stało się Twoim źródłem dochodu :)

      • Moje hobby od zawsze to robienie kartek, albumów, czyli ogólnie pojęty scrapbooking i jeszcze decoupage (ale w mniejszym zakresie). Jeszcze zanim zachorował Wiktor prowadziłam bloga dla jednej z firm, która sprzedaje materiały do rękodzieła. Wrzucałam fotki swoich prac reklamując jednocześnie ich produkty. To była miła odskocznia dla niepracującej zawodowo mamy dwóch chłopaków (Wiktor ma brata starszego o 4 lata). Kiedy Wiktor zachorował i szanse na pójście do „normalnej” pracy spadły postawiłam jeszcze bardziej na swoje hobby :) Na dzień dzisiejszy mam sporą grupę klientek stałych i ciągle dochodzą nowe osoby :) To mnie bardzo cieszy nie tylko z powodów finansowych ale jest to dla mnie odskocznia od choroby i innych spraw :) Nie mam też poczucia, że jestem tylko na garnuszku państwa (dostaję świadczenie pielęgnacyjne) i nie mam poczucia winy, że kwestie zarobkowe są tylko na głowie męża (który już i tak pracuje na 2 etaty). Oczywiście działalności własnej z tego mojego hobby nie da się utrzymać ;) Ale jest zawsze trochę grosza i jeszcze więcej satysfakcji :) Do tego prowadzę warsztaty dla dzieci i dorosłych z rękodzieła :) Cieszy mnie to co robię :) Jestem dyspozycyjna jeśli chodzi o chodzenie do przedszkola :) Myślę, że gdyby nie choroba Wiktora nie poszłoby to wszystko w takim kierunku… A kierunek dobry, więc jeśli ktoś pyta co choroba zmieniła w naszym życiu, to akurat aspekt mojego zajęcia wymieniam jako plus. W myśl zasady, że nic nie dzieje się bez powodu :)

        • Agato napisz koniecznie linka do jakiegoś miejsca, w którym można zobaczyć Twoje produkty. Zawsze zazdrościłam osobom, które potrafią zrobić coś takiego. Ja bardzo lubię taką pracę kreatywną, ale niestety nie wychodzi mi z tego nic pięknego. Traktuję to bardziej jako sposób na kreatywną zabawę z dziećmi :)

          • A ja zazdroszczę ludziom, którzy pięknie śpiewają, grają na jakimś instrumencie, albo potrafią tańczyć :) Zazdroszczę też ludziom, którzy potrafią dobrze zorganizować swój czas :) Więc czekam z niecierpliwością na Twojego bloga na ten temat :D A mój profil na fb Artkosik, zapraszam :)

          • Byłam, polubiłam :)
            A śpiewania, grania i tańczenia również innym zazdroszczę bo też tego nie potrafię :)

  3. Mój tata od 50 lat ma zdiagnozowaną cukrzycę i nigdy nie używał pompy – trochę z przyzwyczajenia nie chce zmian, a trochę się obawia, że używając pompy przestanie być czujny i straci kontrolę. Peny i glukometry dla chorych to wielkie ułatwienie, ale i tak podziwiam 5-latka, że sam to ogarnia. Pamiętam jeszcze czasy przed penami i teraz w głowie mi się nie mieści jak chorzy sobie radzili musząc m.in. odkażać igły i strzykawki pod czas gotowania (tak, tak kiedyś było) albo jak kontrowali poziom cukru i dostosowywali dawki insuliny bez glukometrów. Postęp w medycynie to błogosławieństwo :).

    • Szczerze mówiąc też sobie tego nie wyobrażam. I szczerze mówiąc czasem się tym pocieszam – w sensie, że kiedyś było gorzej a teraz to prawie „luksusy”

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

© 2017 Mama Cukiereczka

Theme by Anders NorenUp ↑