Page 2 of 5

MAMA CUKIERECZKA MA REFLEKSJĘ

CZYLI JAK WYGLĄDA PORANEK W CUKIERKOWEJ RODZINIE?

Ostatnio Mama Cukiereczka czytała wpis Mamy Blogerki o tym, jak ta ostatnia organizuje sobie poranne wyjścia z dzieckiem do przedszkola i co zrobić, by poszło to sprawnie i łatwo.

Przeczytałam i hmm… taka refleksja mnie naszła, że Mamy Blogerki chyba nie do końca wiedzą (choć zapewne nie wszystkie) jak u Rodziców Cukiereczków wygląda organizacja takiego wyjścia. O ile rzeczy trzeba zadbać. Ile rzeczy mieć w głowie, ile wcześniej pomyślanych i zaplanowanych. Oczywiście poza tymi standardowymi typu ubranie itp.

Więc Mama Cukiereczka postanowiła o tym napisać – oczywiście dla Rodziców Cukiereczków nie będzie to nic nowego, ale może Rodzice nie- Cukiereczków trochę bardziej poznają nasz świat.

Rano wstajemy o 7.30 – to znaczy Mama Cukiereczka zwleka się o tej porze, bo Tata Cukiereczka jest już dawno na nogach a Cukiereczek i jego brat również. Zaczyna się od śniadania, które składa się z jednego WW (dla tych co zapomnieli – wymiennik węglowodanowy, czyli 10g węglowodanów). Śniadanie trzeba oczywiście wyliczyć i zważyć, a jego „treść” jest uzależniona od tego, co będzie w przedszkolu na śniadanie (jadłospis przedszkolny znamy na 2 tygodnie do przodu)

Cukiereczek śniadanie główne je z innymi dziećmi w przedszkolu, ale ma je dopiero o 8.30, a nie chcemy, by z pierwszym posiłkiem czekał tak długo.

Gdyby w nocy był niski cukier to przed podaniem śniadania mierzylibyśmy cukier. Jeśli pomiar o 23.00 i 3.00 w nocy był ok, to 1 WW „idzie” bez mierzenia cukru.

Chłopaki jedzą śniadanie a Mama i Tata Cukiereczka szykują siebie (nie ma co ukrywać, że Mama Cukiereczka ma tu więcej do roboty :)). Gdy chłopaki zjedzą to czas na inhalacje. W sezonie jesiennym w zasadzie nie ma dnia, żebyśmy ich nie inhalowali, bo zarówno Cukiereczek, jak i jego brat rosną na astmatyków i inhalacje ratują nam życie. W czasie inhalacji konieczna jest bajka, bo inaczej się niesamowicie niecierpliwią. Ostatnio króluje Kaczord Donald (to nie błąd – tak mówią o nim nasze dzieci).

Po inhalacji jest ubieranie się – na szczęście chłopaki nie mają z tym problemów i ubierają, co fabryka dała. Większe problemy mają Rodzice, bo Mama Cukiereczka też wkłada dzieciom jak leci, a Tata Cukiereczka jednak ma gust i czasem stwierdza, że coś do czegoś nie pasuje i musi być inaczej J

Potem pakowanie plecaka Cukiereczka, w którym ma wszystkie swoje akcesoria konieczne dla każdego Cukiereczka – Przedszkolaka – zestaw do mierzenia cukru, peny, zapasowe igły, wafelki sztuk 2, czekoladka. Glukagen, który jest na zdjęciu jest już w przedszkolu i jest tam na co dzień, a osobny leży w naszej lodówce.

Po zapakowaniu wszystkiego zostało jeszcze odnalezienie „najulubieńszych” zabawek Cukiereczka i jego brata (przedszkole pozwala przynosić takowe) i zabawa w ubieranie butów, polarów, kamizelek, czapek i innych takich. Z powodu ilości ubrań, które trzeba na siebie wkładać – nie znoszę zimy!

Na koniec trzeba się jeszcze wytarabanić z dwoma hulajnogami z domu i można iść. Tak, żeby zdążyć w przedszkolu dokładnie na 8.20, rozebrać i pożegnać Franka (jest w innej grupie niż Cukiereczek) i zmierzyć cukier i podać insulinę Jasiowi. Dopiero wtedy Cukiereczek jest wolny i może iść jeść i się bawić. A my możemy iść do pracy.

Sporo tego prawda? A teraz wyobraźcie sobie, że robi to wszystko tylko jedna osoba. Bo najczęściej jest tak, że boryka się z tym Tata Cukiereczka, podczas gdy ja jestem gdzieś daleko w innym mieście na szkoleniu :(

Napiszcie co robią z dziećmi Wasi Mężowie i Ojcowie Cukiereczków? Za co się zabierają? Jakie obowiązki mają?

CUKIERECZKA OSWAJANIE CHOROBY

CZYLI KTO JESZCZE W NASZEJ RODZINIE CHORUJE NA CUKRZYCĘ?

Kilka dni po zdiagnozowaniu u Cukiereczka cukrzycy Pani doktor robiła z nami tak zwany wywiad rodzinny. I zadawała pytanie, które rodzicom Cukiereczków jest na pewno znane – czy ktoś jeszcze w rodzinie choruje na cukrzycę?

W szoku i zdumieniu odpowiadaliśmy, że nie. Bo faktycznie nic nam o tym nie wiadomo, by ktoś w rodzinie miał tę chorobę.

Jak się okazało, wraz z upływem czasu, i ten fakt się zmienia. Teraz bardzo często jest tak, że w naszym domu wszyscy chorujemy na cukrzycę.

Z reguły jest to oznajmiane przez Cukiereczka i jego brata takimi mniej więcej słowami:

„Tata/Mama kładź się na materacu, będziesz chory/-a na cukrzycę”

Mama lub Tata Cukiereczka oczywiście zgadzają się na takie manewry, gdyż jest to czas bezcenny – po pierwsze można sobie w spokoju poleżeć i nic nie robić, można postękać, że się jest zmęczonym i wszystko mnie boli – bo przecież jestem chora, można ponarzekać jak mi to źle. Generalnie plus jest taki, że można nic nie robić poza tym leżeniem.

Drugi plus jest taki, że jako Rodzice dowiadujemy się co tak naprawdę Cukiereczek sądzi o swojej chorobie – co rozumie, a co nie, o czym pamięta, a o czym nie, co jest dla niego kwestią zabawną, a co jest śmiertelnie poważne. Patrzymy też na brata Cukiereczka, który też przecież chłonie wszystko jak gąbka.

Jak więc widzicie ze zdjęć zastrzyki z insuliną są chyba jednak dosyć mocnym przeżyciem skoro te peny są tak wielkie. Widzicie też na zdjęciach, że wiedza na temat konieczności podania dwóch zastrzyków (insulina R i N) jest dosyć mocno zinternalizowana bo Tata Cukiereczka dostaje dwa zastrzyki w asyście dwóch lekarzy (lekarz Janek i lekarz Franek).

1-WP_20140802_004-001

Cukiereczek absolutnie też pamięta, że najpierw mamy „operację” z nakłuwaczem. Palce Taty Cukiereczka muszą wydawać mu się imponująco wielkie, skoro do tego celu wybrał dłuto (dobrze, że zabawkowe). Magnes z IKEA posłużył jako glukometr. Co ciekawe, sobie Cukiereczek nie bardzo pobiera krew z kciuka, bo usłyszał w szpitalu, że kciuk i palec wskazujący ma oszczędzać, ze względu na pisanie (jest teraz w zerówce) – ale Tacie – czemu nie. Kciuka nie szkoda:)

1-WP_20140802_005 1-WP_20140802_006

Stan pacjenta (Taty lub Mamy) jest zawsze poważny i wymagana jest kroplówka – przylepiona jak należy do ręki plastrem. Niestety nie wiem, do czego służy ten magnes zawijany na zdjęciu przez Cukiereczka. Macie jakiś pomysł co to może być?

1-WP_20140802_009

A jak u Was wyglądają gry i zabawy dziecięce?

 

JAK JEST ŹLE TO NA CAŁEGO

CZYLI NIESZCZĘŚCIA CHODZĄ CZWÓRKAMI.

Brat Cukiereczka po trzydniowym pobycie w przedszkolu przywlókł jakiegoś paskudnego wirusa. Byliśmy przekonani, że i jego i nas to ominie, bo chodził wcześniej do żłobka, a tam już zdążył się zaznajomić z wszelakimi paskudztwami.

Cukiereczek w swoim czasie zdążył przebyć tę samą drogę i w przedszkolu choroby raczej nas omijały, ale już po praz któryś przekonujemy się, że dzieci są różne i to pod każdym względem.

Nasza Rodzina więc cała „zdycha” – najpierw słaniał się Franek, który z powodu gorączki zamienia się w potulnego branka chcącego spać cały dzień. Potem padło na Tatę Cukiereczka, który obecnie leży i wygląda jakby miał wyzionąć ducha. Jak się go pytam czy żyje, to nawet nic nie mówi :(

Potem dopadło też Cukiereczka – na szczęście jego na razie w stopniu nikłym – katar i kaszel. Cukiereczek nie poszedł dziś do przedszkola, a my się zastanawiamy czy to dobra decyzja, bo może w obecnej sytuacji mniej wirusów jest w przedszkolu niż w naszym domu.

A dzisiaj rano Mama Cukiereczka obudziła się z gulą w gardle, bólem głowy i ogólnym zmarnowaniem. Lecz czuwać musi ktoś, by inni mogli chorować. Poza tym Mama Cukiereczka nie ma wielkiego wyboru i dziś wieczorem musi się wybrać w podróż na drugi koniec Polski w celu przeszkolenia ważnych ludzi w ważnym temacie.

Bo musicie coś wiedzieć o Mamie Cukiereczka – nie pracuje na błogim etacie, na którym można chorować i dostawać w tym czasie pieniądze. Mama Cukiereczka jak nie szkoli to nie zarabia, a jak nie zarabia to nie ma kasy, a jak nie ma kasy to wiadomo co prawda?

Teraz jestem już w hotelu, nie w domu i myślę co tam w domu się dzieje. Moje najukochańsze Budynie zostały same i w tym akurat nie ma nic dziwnego, bo to się często zdarzało i zdarza, ale martwię się o Cukiereczka. Już wiem, że cukry mu rosną a to oznaka infekcji. Co pewnie będzie oznaczać koniec remisji.

Ech a było już tak pięknie…

Mamy drogie jak radzicie sobie z chorobami Waszych dzieci? Napiszcie koniecznie!

WAGA, KACZUSZKA I PRZEDSZKOLAKI

CZYLI CO SIĘ NAPRAWDĘ LICZY W PRZEDSZKOLU?

 

Spieszę napisać Wam jak minęły pierwsze dni w przedszkolu zarówno Cukiereczkowi, jak i Frankowi, dla którego był to przecież debiut.

No cóż – rano Rodzice Cukiereczka inteligencją się nie wykazali, gdyż zapomnieli zabrać wagi. To wynik porannych nerwów i pakowania całej wyprawki przedszkolnej dla młodszego debiutanta – te wszystkie zapasowe majty, poszewki na kołdry, kapcie itp. Już się odzwyczailiśmy od tego, że Mały, nawet jeszcze nie trzyletni przedszkolak ma tego aż tak dużo.

A w przedszkolu dramat – bo znaczek kaczuszki, którą wybrał sobie Franio  w szatni został przez przypadek zajęty przez koleżankę Frania z grupy i dla niego zostało jabłuszko. A on nie chce jabłuszka, on „chceeee kaczuszkeeeee”.

Jeden dramat się kończy a drugi zaczyna – w przedszkolu wszyscy na równych nogach, bo przecież pierwszy posiłek dla Jasia, a tu wagi nie ma. Panie woźne biegają z kawałkami jabłka i pokazują nam naocznie czy takie może być i tak samo z kanapeczką chleba. Na szczęście ja i Tata Cukiereczka faktycznie już mamy wagę w oczach i chleb i jabłko potrafię zważyć oczami z dokładnością do 95% :)

Z tego wszystkiego Cukiereczek został uprzywilejowany, bo standardowo dzieci siedzą tam, gdzie mają wyznaczone miejsca a Jaś mógł wybrać sobie miejsce, które chce (nie, żeby miał duży wybór skoro prawie wszystkie dzieci już siedziały przy stołach :))

Pierwszy pomiar ogarniał Tata Cukiereczka i o 11.30 zjawił się w przedszkolu. Normalnie o tej porze Jaś miał cukier na poziomie około 130 a dzisiaj szok – 60! Objawów oczywiście żadnych, nawet spocony nie był. Mało co z krzesła nie spadłam gdy dostałam smsa z tą informację. Najwyraźniej szaleństwa przedszkolne robią swoje. Wniosek: jutro do śniadania obejdzie się bez R-ki.

Cukiereczek oczywiście był zachwycony, bo mógł się napić soczku. W porze obiadu, w której zawsze borykaliśmy się ze zbyt wysokim cukrem miał zaledwie 80! A przejęta Pani kucharka pyta mnie czy Jaś musi zjeść sałatę bo powiedział jej, że

nie lubię sałaty, ale być może muszę ją zjeść

Cóż nowy rozkład dnia i nowe poziomy sprawy do ogarnięcia.

Panie Wychowawczynie przejęte, ale bez problemu dają radę. Proszą tylko, żeby zawsze po pomiarze je informować czy wszystko jest ok, bo się boją, że coś mogłoby być nie w porządku.

A poza tym standard przedszkolny – był Hubert (największy przyjaciel Cukiereczka), była zabawka w ręku i były dzieci, które przypominają Jasiowi, że jak idzie na pomiar cukru to ma zabrać ze sobą plecak z „zestawem małego cukrzyka”.

Frankowi też nieźle poszło – obyło się bez histerii, z małym tylko wspomnieniem mamy i łezką podczas leżakowania. Ale dobrą reputację wszystkojedzącego dziecka, którą zasiał w przedszkolu Jaś, Franek dzielnie podtrzymuje żądaniem dokładek na każdy posiłek :)

A sprawę Kaczuszki udało się rozwiązać, gdyż Koleżanka zgodziła się na jabłuszko

Jak tam Wasze pierwsze dni w przedszkolu mijają?

BO PRZEDSZKOLE FAJNE JEST

CZYLI MAMIE CUKIERECZKA KAMIEŃ SPADA Z SERCA

Pisałam ostatnio o tym, jak bardzo się boję jak to będzie w przedszkolu wobec nowej sytuacji, w której teraz jesteśmy. Fakt, że Panie Wychowawczynie doskonale znają Jasia bo chodził już tam dwa lata i jest zresztą przez nie bardzo lubiany, ale jednak bałam się jakie będzie ich podejście do choroby i do nowych obowiązków, które spadną na nie.

W piątek uczestniczyliśmy w zebraniu Rady Pedagogicznej w przedszkolu. Wybraliśmy się całą Cukierkową Rodziną, bo po pierwsze chciałam, żeby Panie zobaczyły, że Jasiek, mimo choroby, to wciąż ten sam żywy chłopak, a po drugie Franek też zaczyna edukację w tym przedszkolu więc się przy okazji zaznajomi z miejscem no i oczywiście wybierze sobie znaczek w szatni (kluczowa sprawa w oczach przedszkolaka :)).

Przed spotkaniem denerwowałam się bardzo, zasięgałam opinii innych Rodziców Cukiereczków by dowiedzieć się jak najlepiej zacząć, co powiedzieć, a czego nie i jak spowodować, by Panie poczuły powagę sytuacji, ale jednocześnie nie poczuły się przerażone taką odpowiedzialnością.

Na szczęście Pani Dyrektor stanęła na wysokości zadania i już na początku jasne było, że wszystkie nauczycielki są wdrożone w temat; wiedzą o co chodzi, akceptują fakt, że WSZYSTKIE będą musiały zwracać baczniejszą uwagę na Cukiereczka i jego zachowanie i nie robiły z tym najmniejszego problemu.

Najbardziej przejęte oczywiście są dwie wychowawczynie Cukiereczka, których dotyka to najbardziej bezpośrednio, jednak i one stanęły na wysokości zadania – obydwie wnikliwie słuchały naszego mini szkolenia, od razu ustaliły, że grupa Smoczków (czyli grupa Jasia) będzie w takim razie zawsze jadła o sztywnych godzinach, pytały o wszystko i skrzętnie notowały. Numery naszych telefonów (mama i Tata Cukiereczka oraz Babcia Irenka) są już „wbite” w telefony komórkowe wszystkich wychowawczyń, plecak Cukiereczka z całym oprzyrządowaniem już jest gotowy, a glukagen będzie w lodówce, choć oczywiście wszyscy mamy nadzieję, że nie będzie musiał być używany.

1-WP_20140821_002

Cukiereczek zrobił też pokaz swojej samodzielności – a mianowicie pokazał, że w zakresie mierzenia cukru jest kompletnie samoobsługowy – wie w jaki sposób zmierzyć sobie cukier od A do Z. Wyciągnąć zestaw, przygotować, zmierzyć, schować, a czasem nawet i zapisać wynik (choć tutaj już czasem potrzebuje pomocy, bo niekoniecznie da się odczytać te cyfry, które on zanotuje w swoim dzienniczku :)) Widać było, że Panie są pod wrażeniem tego, że 5 letnie dziecko potrafi to zrobić doskonale.

Pani Dyrektor zadbała również o to, byśmy porozmawiali z całym personelem kuchni i wdrożyli ich w temat, co Jaś może, a czego nie (słodka herbata i słodzony kompot na przykład). Jadłospis przedszkolny dostajemy z dwutygodniowym wyprzedzeniem i modyfikujemy go w zależności od potrzeby, a w zasadzie to głównie określamy gramaturę posiłków zawierających węglowodany. W poniedziałek zanosimy do kuchni wagę, za co zresztą Pani Dyrektor nas bardzo przepraszała, bo w przedszkolu nie mają wagi wyliczającej co do grama.

Wciąż oczywiście bardzo dużo jest po naszej stronie. Odprowadzając Cukiereczka i jego brata do przedszkola idziemy tak, by podać Cukiereczkowi insulinę i by zaraz potem zjadł śniadanie już w przedszkolu. O 11. 15 musimy się zjawić z powrotem na mierzenie cukru i tak samo w okolicach 14.15. Na razie (na szczęście) udało nam się tak zorganizować dzień Cukiereczka i ustawić dawki insulin długo i krótkodziałających, że Jaś nie musi brać insuliny do drugiego śniadania i obiadu. Oczywiście wiadomo, że to się może wszystko zmienić. Na razie nie oczekujemy, by Panie wychowawczynie brały też na siebie kontrolowanie/pilnowanie Jasia podczas mierzenia cukru. Wiemy, że to jest dla nich nowa sytuacja i muszą się z nią obeznać tak samo jak my to robiliśmy. Mam nadzieję, że po dwóch miesiącach zobaczą, że nie jest to takie trudne i będą mogły to same kontrolować.

Na razie jednak ogłaszamy, że Przedszkole Samorządowe nr 124 w Krakowie (tzw. Dębinka) jest przedszkolem przyjaznym dzieciom z cukrzycą. Podajcie dalej tę informację!

 

MAMA CUKIERECZKA PŁACZE

CZYLI JAK MAMA CUKIERECZKA KANALIZUJE STRES

 

Przyznam się Wam – dziś się po prostu poryczałam. Ze stresu, z napięcia, z niepewności.

Cukiereczek, jak zapewne tysiące innych Cukiereczków, 1 września idzie ponownie do przedszkola. Nie pierwszy raz – to już jego trzeci rok w przedszkolu. Ale pierwszy z cukrzycą.

Nie mieliśmy jeszcze okazji, żeby porozmawiać z Paniami wychowawczyniami; dziś jest rada pedagogiczna i udajemy się tam, by zrobić kadrze mini szkolenie, powiedzieć o jadłospisie, sprawdzić czy da się jakkolwiek zmodyfikować godziny posiłków i przestrzec.

Boję się cholernie tego spotkania – boję się braku zrozumienia lub przeciwnie – zbyt dużego pobłażania i lekceważenia zagadnienia. Ani jedno ani drugie podejście nie jest dobre.

Większość osób dorosłych, jak już się zdołałam zorientować, nie ma zielonego pojęcia czym jest cukrzyca typu 1 – wszyscy mylą ją z cukrzyca typu 2 i mają podejście, że „przecież jak zje jednego pączka to się mu nic nie stanie”, lub nie do końca zwracają uwagę na to, że Mały Cukiereczek – Przedszkolak może w stan hipo wpaść bardzo szybko. A Pani Wychowawczyni, oprócz Cukiereczka, ma przecież jeszcze dwudziestkę dzieci po opieką.

Jaś na dodatek jest na penach, a nie na pompie, więc ma sztywno wyliczone godziny posiłków, węglowodany w posiłkach itp. Jak sprawdzić czy panie Kucharki zważą mu określoną ilość? Jak sprawdzić czy przypadkiem Pani dyżurująca (i akurat nie wychowawczyni Jasia) nie da mu dokładki sosu truskawkowego do kluch na parze (danie zawierające chyba ze trzy miliony wymienników) bo zapomniała, że mu nie wolno?

Jak przekonać, że w przypadku (tfu tfu) utraty przytomności podanie glukagenu nie jest tym samym, co podanie lekarstwa (bo już Panie zastrzegły, że żadnego lekarstwa nie podadzą) lecz ratowaniem życia???

Pytania, pytania, pytania

I niepewność

Cały wczorajszy dzień tak miałam. Poryczałam się więc a potem skanalizowałam stres zamiatając całe mieszkanie. . Tata Cukiereczka już wie, że jak widzi mnie zamiatającą to trzeba biec z uściskami i pocieszeniem, bo to nie potrzeba czystego mieszkania pcha mnie w objęcia szczotki. Zamiatanie pomaga. Ale nie daje odpowiedzi na moje pytania.

Dziś spotkanie w przedszkolu to wszystkiego się dowiemy

Rodzice Cukiereczków – ratujcie. Jak sobie z tym radzicie? Co polecacie? Jak działać w stosunku do Pań i przedszkola?

MAMA CUKIERECZKA STAJE SIĘ PANIĄ SWOJEGO CZASU

CZYLI JAKICH ODKRYĆ DOKONAŁAM OSTATNIO

 

Mama Cukiereczka zawsze była dobrze zorganizowaną osobą. Jest to cecha osób praktycznych, a jak już wiecie – ja do takich należę.

Zawsze wszystko miałam na czas (no dobrze – może nie zawsze i nie wszystko, ale na pewno bardzo często i bardzo dużo :)), spóźnienia w swoim życiu mogę policzyć na palcach JEDNEJ ręki, a pracę, którą mam do zrealizowania oddaję terminowo i w bardzo dobrej jakości (jeśli w tym momencie myślicie, że Mama Cukiereczka skromnością nie grzeszy to macie rację :) – długie lata pracowałam nad tym, by umieć się chwalić i w końcu powoli, bardzo powoli zbieram tego owoce!)

Ale tak naprawdę dopiero choroba Cukiereczka uświadomiła mi jak faktycznie jestem zorganizowana. Doszło do tego, że po diagnozie czasem sobie w duchu myślałam, że w sumie to dobrze, że padło na mnie bo ja sobie z tym poradzę – raczej nie mam problemów ze sztywnymi planami dnia, z regułami, z harmonogramami i tym, że coś (czyli posiłek i insulina :)) muszą się zadziać o określonej godzinie.

Oczywiście jeszcze nie wiem jak do tego podchodzi Cukiereczek, bo jeszcze jest za mały żeby sprawdzić jego tendencje w tym obszarze, w każdym bądź razie dla mnie, nie jest to to coś nad czym załamuję ręce.

Takie myśli zbiegły się też z uświadomieniem sobie, że przecież ja od ponad 8 lat prowadzę szkolenia z zarządzania czasem! Szkolenia dla pracowników dużych korporacji – specjalistów, menedżerów, dyrektorów średniego i wysokiego szczebla.

Jednocześnie będąc za pan brat z teorią dotyczącą zarządzania czasem widzę, że coś zgrzyta. Mama Cukiereczka rzadko bowiem stosuje jakieś określone techniki czy metody zarządzania czasem (a znam ich bardzo dużo), a jednak osiągam bardzo dobre efekty (i znów ten brak skromności).
Skąd to się bierze? Myślę, że stąd, że stosuję tak zwane Kobiece zarządzanie czasem, czyli tradycyjne metody i techniki owszem ale podporządkowane kobiecej intuicji, uczuciom i emocjom, których doświadczam w danym momencie.

Jeśli chcecie poczytać co Mama Cukiereczka czyli Pani Swojego Czasu sądzi na temat kobiecego zarządzania czasem to zapraszam na stronę: www.paniswojegoczasu.pl

A przy okazji napiszcie jak to jest u Was z organizacją czasu? Czy macie to we krwi i nie jest to dla Was żaden problem, czy też musicie się trochę postarać, by się zorganizować?

Cukiereczek poznaje co to czas

CZYLI TATA CUKIERECZKA BIERZE SIĘ ZA EDUKACJĘ

Dziś przypomniała mi się sytuacja z dawien dawna, gdy Cukiereczek miał zaledwie kilkanaście miesięcy i nie był jeszcze Cukiereczkiem, nie miał brata, a Rodzina mieszkała na 34 metrach kwadratowych. Tata Cukiereczka od zawsze był Tatą współuczestniczącym w wychowaniu, choć oczywiście robi to zupełnie inaczej niż Mama Cukiereczka. Różnica polegała na tym, że jak Mama Cukiereczka zostawała sam na sam dzieckiem, to później relację Tacie zdawała mniej więcej w ten sposób:

„bawiliśmy się,…śmialiśmy się… itp.”

Tata Cukiereczka natomiast relację zaczynał od słów:

„dzisiaj nauczyliśmy się…”

Dzisiaj rano te różnice stanęły mi przed oczami jak żywe.

W naszej Cukierkowej Rodzinie mamy swoją słodką, stabilną rutynę. Tata Cukiereczka robi pyszne śniadanie, a Mama Cukiereczka w tym czasie odsypia zarwaną noc (praca, praca, praca).

Dziś Mama Cukiereczka wstała i zobaczyła na tablicy tajemnicze znaki.

1-WP_20140825_006

Po śniadaniu Cukiereczek wyjaśniał, że Tata uczył go rano „o czasie”. No tak można się było tego spodziewać – wczoraj nastąpiło pierwsze wtajemniczenie Cukiereczka polegające na zakupieniu zegarka z jak najprostszym i najwyraźniejszym cyferblatem. Franek oczywiście zaczął swoje „ja też, ja też” i teraz obaj są dumnymi posiadaczami zegarków marki „Decathlon” :)

1-WP_20140825_008

Jak wiecie od 1 września Cukiereczek kontynuuje swoją edukację przedszkolną (oddział zerówkowy w przedszkolu) a brat Cukiereczka ją rozpoczyna. W związku z tym alarm w zegarku jest potrzebny, by przypominał mu o zmierzeniu cukru. Oczywiście jest to tylko jedno z zabezpieczeń, są jeszcze inne (szczerze mówiąc bardziej pewne w tym momencie) jak Panie Wychowawczynie (duże litery to nie przypadek) czy też po prostu Rodzice Cukiereczka wpadający do przedszkola.

Ale wracając do edukacji oddaję głos Cukiereczkowi, by powiedział Wam co zapamiętał:

1-WP_20140825_003

Dzień ma 24 godziny. Każda godzina ma milion minut. Rano wstaje słoneczko, potem wstaję ja, potem jem śniadanie, potem jem owsiankę, potem jest zabawa, a potem jest czas na spanie, potem wstaje księżyc i jest noc”

 

A jak Wasze dzieci stoją z czasem? W jakim wieku umiały się posługiwać zegarkiem? Dajcie znać!

Tatuś Cukiereczka wrócił z daleka

CZYLI ZNOWU JEST DOBRZE

W piątek w nocy wrócił z wojaży Tatuś Cukiereczka. Wyczekany, wytęskniony i oczywiście z prezentami. I to jakimi! Ręka w górę kto z Was zna bajkę Robocar, która jest bajką koreańską, ale na you tube znajdziecie ją tylko w wersji koreańskiej, francuskiej lub rosyjskiej. Cukiereczek i jego brat najbardziej upodobali sobie wersję rosyjską :)

Bajka ta jest czymś w rodzaju pokojowej odmiany różnego rodzaju samochodo-robotów Lego Monsters (czy jak to się tam nazywa – nie mamy w domu tego bo brzydkie i epatuje przemocą – ach jaki mądry zwrot). Robo-cary są cztery: radiowóz, karetka pogotowia, wóz strażacki i helikopter. Wszystkie pełnią swoje normalne funkcje, ale potrafią też się tak rozkładać, żeby mieć nogi, ręce itp.

1-WP_20140823_012

Ponieważ Tata Cukiereczka był w Korei a bajka jest koreańska to wniosek był jeden – przywiezie robocary. Jak powiedział tak zrobił i od teraz mały policjant i mały helikopetr dzielnie z Cukiereczkiem i jego bratem śpią, jedzą, chodzą na wycieczki (co oznacza, że do plecaka Jasia z całym arsenałem cukrzyka dochodzi jeszcze ta zabawka).

Inny aspekt powrotu Taty Cukiereczka jest taki, że znowu zaczęliśmy jeść bardziej urozmaicone posiłki. Czytaliście już co nieco o Mamie Cukiereczka i wiecie, że Matką Polką to ja nie jestem. Tata Cukiereczka uwielbia natomiast kombinować w kuchni i podawać tak by było smacznie i zdrowo i na dodatek pięknie wyglądało.

Dziś jedliśmy na przykład bibimpap czyli ryż z warzywami, zieleniną i sadzonym jajkiem, co było pyszne, choć Cukiereczek i jego brat zupełnie nie docenili wysiłku Taty i zjedli sam ryż z jajkiem. Cóż – jak zwykle więcej dla nas.

1-V__8DA4

Ponadto Tata Cukiereczka przywiózł takie ciekawe rzeczy jak: kimchi (kiszoną kapustę – strasznie śmierdzącą), wino ryżowe – musujące, fermentujące wygląda jak bardzo chude mleko choć smakuje zupełnie inaczej, super ostrą pastę papryczną, której w domu nikt oprócz Taty Cukiereczka nie jest w stanie zjeść.

1-WP_20140823_016

Z gadżetów niejadalnych została przywieziona torba konferencyjna, która pokazuje, że do sprawy gender Koreańczycy podchodzą bardzo liberalnie. Dałabym sobie bowiem rękę obciąć, że torba ta jest w 200% damska, a tymczasem okazuje się, że jest ona uniwersalne i mężczyźni również na konferencjach z nią paradują. Być może działa tak połączenie Korei z matematyką (i już wiecie czym zawodowo zajmuje się Tata Cukiereczka :)

 

Mama Cukiereczka mocno stąpa po ziemi

CZYLI DLACZEGO NIE MAM SWOICH ULUBIONYCH CYTATÓW

Kto zna Mamę Cukiereczka ten wie, że jest ona osobą praktyczną, bardzo mocno stąpającą po ziemi. Mama Cukiereczka nie nosi nawet obcasów właśnie dlatego, żeby stać stabilnie i mocno na tym, co ma się tu i teraz a nie bujać w chmurach.

Mama Cukiereczka jest też osobą słowną i bardzo obowiązkową – jeśli się do czegoś zobowiążę to to zrobię, choćby się paliło i waliło. Inaczej jest mi wstyd.

Skoro więc zobowiązałam się wziąć udział w wyzwaniu blogowym to je kontynuuję choć dzisiejszy temat – ulubione cytaty – wzbudza we mnie odruch ucieczki . Jak osoba praktyczna i realistka może się zastanawiać nad cytatami? Czymś, co ktoś powiedział i poszło w świat, choć zupełnie nie wiadomo czy się do tego stosował, czy to działa, czy to na sens?

Cytaty są z reguły bardzo piękne i wysublimowane. Okrągłe i napisanie politycznie poprawnym językiem. Są jak horoskopy – pasują zawsze i do każdego.

Nie chcę mieć takiego ulubionego cytatu i nie mam.

No ale jakże to tak żyć w dzisiejszym świecie bez swojego motto? Spokojnie – da się. Ja tak żyję i jest mi dobrze.

Mam za to swoje ulubione powiedzenie, które zasłyszałam w czasach, gdy próbowałam swoich sił we wspinaczce skałkowej. Dzielnie jeździłam z moim wtedy jeszcze nie-mężem i nie-Tatą Cukiereczka (to był oczywiście ten sam Mężczyzna co teraz tylko jeszcze nie wiedział, że kiedyś będzie Tatą Cukiereczka) na skały, nocowałam na tzw. „patelni” (ręka w górę kto wie co to jest) i obracałam się w cudownym gronie osób, dla których najważniejszy był fakt czy droga poszła z OS-a czy też nie :) (wiem – dzisiaj wciąż zagadkami strzelam).

Otóż to, co zapamiętałam z tych czasów to mega ciasne buty wspinaczkowe na nogach i powiedzenie, które zna każdy wspinacz:

„ogień z d… i do przodu”

Jakże dosłowne, praktycznie i niepoprawne politycznie!

Idealne dla Mamy Cukiereczka, która w chwilach zwątpienia zastanawia się jak sobie poradzić z tym wszystkim – z chorobą Cukiereczka, ze swoją pracą polegającą na ciągłych wyjazdach, z blogiem, który powstaje w bólach.

Ogień Mamo Cukiereczka. Ogień. I do przodu!

 

A Was co popycha do przodu w trudnych chwilach? Napiszcie proszę

« Older posts Newer posts »

© 2017 Mama Cukiereczka

Theme by Anders NorenUp ↑