MAMA CUKIERECZKA MA REFLEKSJĘ

CZYLI JAK WYGLĄDA PORANEK W CUKIERKOWEJ RODZINIE?

Ostatnio Mama Cukiereczka czytała wpis Mamy Blogerki o tym, jak ta ostatnia organizuje sobie poranne wyjścia z dzieckiem do przedszkola i co zrobić, by poszło to sprawnie i łatwo.

Przeczytałam i hmm… taka refleksja mnie naszła, że Mamy Blogerki chyba nie do końca wiedzą (choć zapewne nie wszystkie) jak u Rodziców Cukiereczków wygląda organizacja takiego wyjścia. O ile rzeczy trzeba zadbać. Ile rzeczy mieć w głowie, ile wcześniej pomyślanych i zaplanowanych. Oczywiście poza tymi standardowymi typu ubranie itp.

Więc Mama Cukiereczka postanowiła o tym napisać – oczywiście dla Rodziców Cukiereczków nie będzie to nic nowego, ale może Rodzice nie- Cukiereczków trochę bardziej poznają nasz świat.

Rano wstajemy o 7.30 – to znaczy Mama Cukiereczka zwleka się o tej porze, bo Tata Cukiereczka jest już dawno na nogach a Cukiereczek i jego brat również. Zaczyna się od śniadania, które składa się z jednego WW (dla tych co zapomnieli – wymiennik węglowodanowy, czyli 10g węglowodanów). Śniadanie trzeba oczywiście wyliczyć i zważyć, a jego „treść” jest uzależniona od tego, co będzie w przedszkolu na śniadanie (jadłospis przedszkolny znamy na 2 tygodnie do przodu)

Cukiereczek śniadanie główne je z innymi dziećmi w przedszkolu, ale ma je dopiero o 8.30, a nie chcemy, by z pierwszym posiłkiem czekał tak długo.

Gdyby w nocy był niski cukier to przed podaniem śniadania mierzylibyśmy cukier. Jeśli pomiar o 23.00 i 3.00 w nocy był ok, to 1 WW „idzie” bez mierzenia cukru.

Chłopaki jedzą śniadanie a Mama i Tata Cukiereczka szykują siebie (nie ma co ukrywać, że Mama Cukiereczka ma tu więcej do roboty :)). Gdy chłopaki zjedzą to czas na inhalacje. W sezonie jesiennym w zasadzie nie ma dnia, żebyśmy ich nie inhalowali, bo zarówno Cukiereczek, jak i jego brat rosną na astmatyków i inhalacje ratują nam życie. W czasie inhalacji konieczna jest bajka, bo inaczej się niesamowicie niecierpliwią. Ostatnio króluje Kaczord Donald (to nie błąd – tak mówią o nim nasze dzieci).

Po inhalacji jest ubieranie się – na szczęście chłopaki nie mają z tym problemów i ubierają, co fabryka dała. Większe problemy mają Rodzice, bo Mama Cukiereczka też wkłada dzieciom jak leci, a Tata Cukiereczka jednak ma gust i czasem stwierdza, że coś do czegoś nie pasuje i musi być inaczej J

Potem pakowanie plecaka Cukiereczka, w którym ma wszystkie swoje akcesoria konieczne dla każdego Cukiereczka – Przedszkolaka – zestaw do mierzenia cukru, peny, zapasowe igły, wafelki sztuk 2, czekoladka. Glukagen, który jest na zdjęciu jest już w przedszkolu i jest tam na co dzień, a osobny leży w naszej lodówce.

Po zapakowaniu wszystkiego zostało jeszcze odnalezienie „najulubieńszych” zabawek Cukiereczka i jego brata (przedszkole pozwala przynosić takowe) i zabawa w ubieranie butów, polarów, kamizelek, czapek i innych takich. Z powodu ilości ubrań, które trzeba na siebie wkładać – nie znoszę zimy!

Na koniec trzeba się jeszcze wytarabanić z dwoma hulajnogami z domu i można iść. Tak, żeby zdążyć w przedszkolu dokładnie na 8.20, rozebrać i pożegnać Franka (jest w innej grupie niż Cukiereczek) i zmierzyć cukier i podać insulinę Jasiowi. Dopiero wtedy Cukiereczek jest wolny i może iść jeść i się bawić. A my możemy iść do pracy.

Sporo tego prawda? A teraz wyobraźcie sobie, że robi to wszystko tylko jedna osoba. Bo najczęściej jest tak, że boryka się z tym Tata Cukiereczka, podczas gdy ja jestem gdzieś daleko w innym mieście na szkoleniu :(

Napiszcie co robią z dziećmi Wasi Mężowie i Ojcowie Cukiereczków? Za co się zabierają? Jakie obowiązki mają?

12 Comments

  1. Tata naszego Cukiereczka jest praktycznie od rana do wieczora w pracy więc szykowanie do przedszkola to moja działka. Właściwie do wieczora muszę to wszystko sama ogarnąć. Ale jak Tata ma wolne to zwalnia mnie z pewnych obowiązków, czyli nocnych pomiarów, wymiany wkłucia i liczenia posiłków oraz podawania insuliny :) To dla mnie bardzo ważne odpocząć choćby na kilka godzin, czy jedną noc od spraw cukrzycowych. No i Tata zabiera Cukierka i jego starszego brata na boisko pograć w piłkę albo na długie wyprawy po okolicznych krzakach i zaroślach – takie wojskowe spacery ;)

  2. U nas to wygląda troche inaczej. Wstajemy o 6.00 ja i mąż. Dzieci o 7.00. Zaczynam dzień oczywiście od kawy :) potem przygotowuje ok 10 WW na cały dzień w szkole Marcelka. Przygotowuje śniadanie na 2 WW i zabieram się za zwlekanie chłopców z łóżek. Ubieram ich oczywiście na śpiocha :) kiedy chłopcy jedzą śniadanie, ok. 7.15 ja zajmuje sobą. Bezwzględnie mierzę cukier przed każdym posiłkiem i zastanawiam się czy podawanie insuliny za pomocą penów tego nie wymaga ? ogólnie rzecz biorąc wychodząc z domu ok 8.00 rano czuje się zmęczona :) Naturalnie pomaga mi Tata Marcelka o ile jest w domu :)

    • Marianno, nasz Wiktor ma pompe od 4 lat czyli od kiedy zachorowal i tez bezwzglednie mierzymy cukier przed kazdym posilkiem, 2 godziny po, przede wszystkim na czczo no i w nocy 2 – 3 razy. Przez 3 miesiace od zachorowania Wiktor byl na penach i wygladalo to tak samo… no niestety… chyba tylko wszystkie te sensory jakos ulatwiaja zycie ale to za droga bajka dla nas. Pozdrawiamy bardzo slodko :)

  3. Nasz cukierkowy tatuś nie robi prawie nic, raz na miesiąc wyjdzie na spacer… czasami wymieni wkłucie i napełni pojemniczek. Chciałam się zapytać co Wasz Cukiereczek je na śniadanie, że to jest tylko 1 WW? i jeżeli mogłabym coś doradzić, zmierzcie czasem cukier na czczo, nawet jak w nocy poziomy dobre, by chociaż wiedzieć czy jest dobra baza, czy nie startuje czasem z hipo lub hiper do jedzenia.

  4. U mnie dzien zaczyna sie 4.40.Szykuje 1 sniadanie dla cukiereczka i 2 sniadanie do szkoly.Jeszcze przekaska miedzy w-f.Przeliczone WW WBT i bolusy.Oczywiscie caly osprzet glukometr,zatyczka do wklucia,glukagon,pen w razie awarii wklucia,plynne ww.A ze cukiereczek ma siostre przedszokalaka to jeszcze dla niej kanapeczki i 2 sniadanie do przedszkola.Potem ja na autobus 5.20.A maz rozwozi dzieci i do pracy.Poniewaz jeszcze studiuje to maz przejmuje liczenie ,wazenie,mierzenie w wekendy:-)

  5. U mnie co prawda nie Cukiereczek, za to Alergik. Nie ma więc kłucia i pakowania glukometrów i tych szystkich innych rzeczy, o których piszesz. Za to trzeba pamiętać, by w plecaczku zawsze był krem, który łagodzi swędzenie skóry. A poranek? Poranek wygląda tak: budze się i własciwie czeam, aż Maluch się obudzi. Niestety musze byc wtedy przy nim, ponieważ inaczej po prostu zacznie się drapać i rozdrapie do krwi:( Potem schodzimy na dół sie ubrać. Jesli akurat mam szczeście i mąż lub mama jeszcze są w domu, mam jakieś 10 minut na ubranie się we względnym spokoju i ewentualnie w tak zwanym międzyczasie wypicie kawy. Na śniadanie zazwyczaj gotujemy coś w stylu: ryż, kasza itd. W miedzyczasie szykując kanapki na drugie śniadanie. Potem ychodzimy, spprawdzajac czy wszystko w plecaczku jest. No i fruu do przedszkola. Dopiero wtedy mam możlwość zjedzenia jakiegoś śniadania w spokoju,…

  6. U nas wygląda to bardzo podobnie – 7:30 pobudka mamy (tata jest w pracy od 7-ej więc tylko jak się uda to mam wolne w weekend), przygotowanie śniadania (Karina śniadanie je w domu więc jest to przeważnie 3-3,5WW) ok.8-ej budzę dzieciaki – później ubieranie, mycie zębów, czesanie itd. na końcu śniadanie – przeważnie połowa jedzona w drodze do przedszkola. Torba z naszymi gadżetami zawsze jest spakowana dzień wcześniej żeby nic nie zapomnieć (choć w razie czego przedszkole jest blisko i mój rekord dotarcia tam samochodem to niecałe 3 minuty).
    Następnie dzieciaki do auta i tak mniej więcej na 8:50 jesteśmy na miejscu. W drodze powrotnej robimy z Hubciem zakupy, przygotowujemy obiad itp. a o 11:20 znów wycieczka do przedszkola i podanie insuliny. Powrót – zabawa na polu potem drzemka Hubcia – w tym czasie mama ogarnia dom i o 13:50 znów kurs do przedszkola po Karinke :)
    I tak nam mija każdy dzień :)

  7. Twoje posty są bardzo szczere i płynie z nich jakaś taka pozytywna energia, wiec moja Droga, nominowałam Cię do „konkursu” Liebster Blog Award :). Szczegóły u mnie na http://blogini.eu/index.php?pid=204
    Zapraszam.

    • MamaCukiereczka

      Październik 1, 2014 at 10:39 am

      Blogini Moja Droga – muszę Ci odpowiedzieć. Sprawdziłam sprawę. I chciałam Ci napisać, że jestem Ci bardzo bardzo wdzięczna za nominowanie mnie do tego „konkursu” – jest to dla mnie znak, że musisz lubić i mojego bloga i moje wpisy, za co Ci serdecznie dziękuję!
      Ale: ja mam duszę poszukiwacza i przeszperałam internet w poszukiwaniu informacji na temat Liebster Blog Award – i nie znalazłam NIC. Tak naprawdę jest to „łancuszek” – fajny, miły bo przecież polecamy inne osoby, które lubimy itp. Ja jednak z założenia nie biorę udziału w żadnych łańcuszkach – nawet charytatywnych. Po prostu mam takie skrzywienie i tyle.
      Więc, będąc wciąż bardzo wdzięczna za ten miły gest – nie wezmę w nim udziału.
      Pozdrawiam!

      • Rozumiem, nie ma problemu :), ja też łańcuszków nie lubię, ale lubię odkrywać nowe blogi i stąd moje zainteresowanie. Dopóki takie coś nie jest płatne i blogi sugerują ludzie, a nie podpowiada reklama Google to nie mam nic przeciwko :). Może przy okazji takiego „podaj dalej” wypłynie kilka fajnych miejsc do poczytania :).

        • Zapomniałam dodać, że oczywiście zapraszam do siebie – czytanie i komentowanie postów będzie mile widziane :). Nie musisz się ze mną zgadzać ani podawać dalej łańcuszków żeby być mile widzianym gościem :).

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

© 2017 Mama Cukiereczka

Theme by Anders NorenUp ↑