Jesteśmy w trakcie pierwszych wakacji z Cukiereczkiem i jego bratem od czasu diagnozy. Na dodatek zagranicznych. Początkowo było trochę strachu o to, jak to będzie w samolocie, czy przepuszczą nam te wszystkie igły oraz tony lekarstw, które mieliśmy ze sobą, ale okazało się, że nie ma z tym najmniejszego problemu.

InstagramCapture_e06b6007-c20c-43a1-850d-a43b75da60fd

Szpital, w którym Cukiereczek chodzi na swoje przeglądy, jest do wyjazdów swoich pacjentów w pełni przygotowany i wydaje od ręki zaświadczenia po polsku i po angielsku. Pani na lotnisku nie robiła żadnego problemu i nawet nie chciała zerknąć na te papiery. Pan, podczas odprawy bagażu, tylko lekko przegrzebał plecak, w którym mieliśmy wszystkie cukrzycowe rzeczy, a Jaś poczuł dodatkową adrenalinę bo kazano mu stanąć w rozkroku i rozłożyć ręce, co mu się zresztą bardzo podobało.

Chwila strachu była w samolocie gdy podczas pomiaru okazało się, że cukier spadł do poziomu 39 a po zaaplikowaniu odpowiedniej ilości soku wcale nie wzrósł, lecz dodatkowo spadł do 33. Jaś oczywiście nic nie zauważył, bo był zajęty obserwowaniem widoków z okna. Na pytanie czy boli go głowa odpowiedział „trochę”. Po kilku godzinach i pewnej ilości soków oraz kanapek jakoś nas nie zdziwił wynik 340 na blacie!

InstagramCapture_34e532d2-aeff-41ee-8ffd-1d001f107105

Ale co ciekawe to były nasze jedyne przygody podczas wakacyjnego wyjazdu z dziwnymi poziomami cukru. Pomimo tego, że Cukiereczek ma w zasadzie przypinaną pompę tylko na posiłki (no i w nocy oczywiście), bo całą resztę czasu spędza w wodzie, cukry mamy zaskakująco dobre i stabilne.

InstagramCapture_7952320a-084a-4aa3-b6af-b16fdc994287

Co jest tym bardziej dziwne, że bardzo wiele posiłków, które spożywamy liczymy na oko, no bo jak do końca mamy sprawdzić co tam siedzi w środku tej greckiej kuchni? Wagę oczywiście mamy ze sobą, ale waga nie załatwia sprawy w przypadku greckich słodyczy, które nie do końca wiadomo z czego się składają. Choć wiadomo, że są słodkie jak cholera, bo mają w sobie sporo miodu.

Wyjazd kończy się za kilka dni, ale już go zaliczamy do udanych; greckie morze i skały (Cukiereczek jeździł z Tatą na skały i wspinał się dosyć często) są idealne dla naszej Cukierkowej rodziny. Zapewne tu jeszcze wrócimy