CZYLI RAZ DWA TRZY – REWOLUCJĘ ZROBISZ TY!

cropped-muffinki.jpg

Jaś, jak i wszyscy członkowie naszej rodziny raczej zawsze zdrowo się odżywiał i raczej zawsze przestrzegał stałych pór posiłków. Raczej rzadko też jadł słodycze.

Ale wszystko to właśnie raczej – odstępstwa od normy były; nie ma co zaprzeczać. Pobyt w szpitalu wprowadził do „raczej” rewolucję i usankcjonował nowe słowo: „NIGDY”.

Na oddziale, na którym przebywają same dzieci z cukrzycą w 100% przestrzega się diety, NIGDY nie dostaje się słodyczy (chyba, że biszkopty, ale nie dla przyjemności tylko po to, by szybko podnieść cukru), NIGDY nie podjada się między posiłkami (chyba, że pomidorka, ogórka bądź rzodkiewkę). Moje spostrzeżenie na ten moment (5 dni po diagnozie) jest takie, że jest to niezwykle zdrowa i bardzo korzystna dieta. Jaś powoli zaczyna jeść wszystko – rzodkiewkę między posiłkami, twarożek, którego do tej pory nie jadał, suróweczki do obiadu pochłania bez żadnego oporu, a owoce, które w większości do tej pory były „fuj” teraz jako jedyne słodkie elementy diety witane są z nieukrywaną radością.

Ciekawie wygląda sytuacja dla Rodziców przebywających na oddziale razem z dziećmi – my tutaj mamy jakby ciągły ramadan. Jemy tylko wtedy, gdy jedzą dzieci i tylko to, co one lub coś bardzo podobnego. Owoce, batoniki, precle i inne zakazane dla „cukiereczków” produkty pochłanianie są w ciemnościach nocy, gdy mali pacjenci już śpią. Nawet nic nie stoi na widoku, by dzieci nie kusić; ostatnio pokusa zawiodła jednego z chłopców do kuchni – mały „włam” i paczka słodkich biszkoptów była już jego. A potem ochrzan do mamy i pielęgniarek, płacz i dodatkowa porcja insuliny wbita w ramię.