CZYLI JAK SIĘ DOGADUJĄ WSZYSTKIE WARSTWY SPOŁECZNE

Lomogram_2014-07-12_03-43-49-PM

Szpitalny oddział dla cukiereczków jest przekrojem całego społeczeństwa – są tu dzieci bardzo małe (kilkuletnie) i są już nastolatki (siedemnastolenie chłopy o wysokości ciała 180 cm – swoją drogą nie mam pojęcia jak się mieszczą na tych szpitalnych mikrołóżkach). Są dzieci, takie jak nasz Jaś, u którego cukrzyca została świeżo zdiagnozowana, jak i takie, które chorują na nią od lat i wracają w celu tak zwanego „wyrównania” spowodowanego głównie brakiem poprawnej opieki sprawowanej przez Rodziców. Są Rodzice, którzy z dziećmi są non stop, są tacy, którzy są z nimi tylko w dzień, są też tacy, którzy wpadają raz na kilka dni i spędzają tu tylko godzinę, z której 45 minut zabiera rozmowa z lekarzem. Dla tych ostatnich pobyt ich dziecka w szpitalu z reguły nie jest nowością – nie pierwszy i nie ostatni raz to się wydarzy, bo dziecko wraca do domu, do starej diety i nawyków, a za rok – znów do szpitala.

Oczywiście wszystkie te różnice widzą tylko dorośli, gdyż dla dzieci nie mają one najmniejszego znaczenia – 4, 5, 10 i 13 wszystkie bawią się tutaj razem; biegają (choć im nie wolno), krzyczą (choć im nie wolno) i generalnie dają czadu (i tego też im oczywiście nie wolno). Wszystkie dzieci są to równe – jedzą to samo, ubrane są w mniej więcej to samo (bo cóż różnorodnego można nosić na szpitalnym łóżku) i nudzą się też tak samo. Nawet przechwalają się tym samym. Wiecie czym? POZIOMEM CUKRU we krwi! Chodzą po korytarzach i głośno krzyczą: „A ja mam cukier 70”!!!, na co inne skromnie spuszczają głowy bo mają np. 150.

Bardzo ciekawy ten oddział